Katolicko – narodowy faszyzm

Po raz kolejny w Polsce, tym razem we Wrocławiu, miały miejsce ekscesy katolicko – narodowych faszystów. W sobotę, 22 czerwca br. w auli Uniwersytetu Wrocławskiego  odbywał się wykład prof. Zygmunta Baumana. Obecna na sali duża grupa członków i sympatyków – w tym wrocławskich kiboli – Narodowego Odrodzenia Polski w wulgarny i obelżywy sposób usiłowała nie dopuścić do przeprowadzenia wykładu.

Profesor Bauman jest niekwestionowanym autorytetem europejskiej socjaldemokracji i jest pochodzenia żydowskiego. Te dwa fakty dla „nacjonalistycznej hołoty” (tak słusznie określił ich Rafał Dutkiewicz) były wystarczającym powodem okazania nienawiści do Profesora. Jeden z bojówkarzy powiedział (Przegląd nr 27): „Damy wam pożyć jeszcze dwa lata, a potem – jak Kaczyński dojdzie do władzy – to was powiesimy.”  Podobne ekscesy miały miejsce podczas wykładów prof. Magdaleny Środy w Warszawie i Adama Michnika w Radomiu. W Białymstoku trzykrotnie podpalano mieszkania obcokrajowcom (w tym małżeństwu polsko-hinduskiemu), a malowanie rasistowskich i faszystowskich symboli odbywa się przy całkowitej tolerancji policji, prokuratury i prawicowych władz miejskich. Podobne wydarzenia mają miejsce w całym kraju, szczególnie na stadionach piłkarskich.

Odpowiedzialne media – w tym Fakty i Mity – piórem znakomitych publicystów  słusznie wskazywało na takie przyczyny jak bieda, wykluczenie, beznadzieja, brak autorytetów, frustracja i stąd tęsknota za radykalnymi rozwiązaniami pod silnym przywództwem. Moim zdaniem jest jeszcze jedna przyczyna takiej postawy sporej grupy młodych ludzi.

Co się stało z częścią polskiej młodzieży, że w kraju tak tragicznie doświadczonym przez faszystowskich i rasistowskich nazistów, ta bandycka ideologia zdobywa ich poklask i uznanie? I dzieje się to w Polsce po upadku PRL-u, w Polsce demokratycznej, zdominowanej przez Kościół wyznający – jak twierdzi – religię miłości bliźniego, dzieci od przedszkola, poprzez szkoły podstawowe i średnie są indoktrynowane katolicko przez katechetów, a przez cały okres edukacji w szkołach obowiązuje wychowanie patriotyczne w wydaniu prawicowo-katolickim. Gdzie popełniono błąd, że skutki są odwrotne od oczekiwanych? Myślę, że przyczyn należy szukać także w historii doktryny kościoła katolickiego i w historii kształtowania się polskiego patriotyzmu.

Kościół katolicki (podobnie jak inne kościoły monoteistyczne – np. islam czy judaizm) prawie od początku swego istnienie budował hierarchiczną strukturę o ustroju feudalnym, z apodyktycznym przywódcą, którego decyzje nie podlegały dyskusji, a głównym celem było przejęcie i rozszerzanie kontroli politycznej i finansowej pod pretekstem szerzenia – głównie ogniem i mieczem, gwałtem i torturami – jedynie słusznej wiary. Wszelkie próby innego rozumienia wiary, niż rozumienie papieża, były topione w morzu krwi „heretyków”. By skutecznie utrzymać wiernych w posłuszeństwie, zbawienie wieczne obiecywano tylko całkowicie spolegliwym, a do „innych” rozbudzano nienawiść. Skutkiem tego były liczne wojny religijne tak między chrześcijanami, jak i chrześcijan z „niewiernymi”. Żydzi, jako potomkowie tych, którzy zamordowali Chrystusa, byli szczególnie narażeni na częste pogromy. Pierwsze getto żydowskie zostało stworzone w średniowieczu w katolickim Rzymie z rozkazu papieża. Nienawiść do Żydów i do niekatolików oraz do „innych” była przekazywana przez kościół katolicki z pokolenia na pokolenie i dotrwała do naszych czasów. W Polsce przedrozbiorowej kościół miał szczególnie silną pozycję, więc prymitywne w większości masy szlacheckie, a zwłaszcza niepiśmienne i zniewolone chłopstwo przyjęło za prawdziwe kościelne  twierdzenie, że dobry Polak to katolik.

Gdy Polska utraciła niepodległość (przy niemałym udziale papieża i posłusznych mu polskich hierarchów kościelnych solidnie opłaconych przez zaborców), wielu światłych Polaków kontynuowało rozpoczęte przez Konstytucję 3-go Maja dzieło naprawy Rzeczpospolitej, dążąc do odzyskania niepodległości. Pisarze, poeci, malarze i muzycy rozbudzali w Polakach miłość do ojczyzny, a przelaną krew i śmierć w walce o wolność za największy przejaw patriotyzmu. Więc najwięksi patrioci chcieli bić wroga w powstaniach. A że te powstania wybuchały bez należytego przygotowania – jak pisał poeta: „Szabel nam nie zabraknie. Szlachta na koń siędzie, ja z synowcem na czele i jakoś to będzie”, to wrogowie bili polskich patriotów. Aby duch w narodzie nie zgasł, poległych patriotów umieszczano w panteonie bohaterów narodowych, stawiano za wzór następnym pokoleniom, obchodzono uroczyście kolejne rocznice bohaterskich zrywów, pisano powieści „dla pokrzepienia serc”. Te działania w tamtych uwarunkowaniach historycznych miały sens i w końcu – pod wpływem pozytywizmu – przyniosły Polsce upragnioną wolność. Potrzebne były także w czasie drugiej wojny światowej. Patriotyczny zapał do bicia wroga był nie mniejszy w latach 50-tych i 60-tych. Dla podrostków wrogiem do bicia byli chłopcy z innej ulicy. Dla nieco starszych wrogami byli rówieśnicy z innych dzielnic miasta lub z sąsiedniej wioski. W latach 70-tych zachodnia, a głównie angielska kibolska hołota pokazała nowego wroga do bicia: kibiców piłkarskich innej drużyny, z czego nasza młodzież, spragniona bohaterstwa w walce, skwapliwie skorzystała. Tylko że odbiór społeczny takiego „bohaterstwa” jest bardzo negatywny.

Po roku 89-tym władzę w kraju przejęły środowiska prawicowe, wychowane w oparciu o wartości patriotyczne dzisiaj już historyczne. Ponieważ te wartości zdały egzamin w historycznych czasach największej próby, postanowiono na nich oprzeć patriotyczne wychowanie młodzieży. A ta młodzież, która nie była zdolna do samodzielności intelektualnej, zrozumiała to najprościej: żeby być kimś, mieć uznanie i szacunek, żeby być bohaterem, trzeba wykazać się w walce z wrogiem! Problem był jednak w tym, że na Polskę nikt nie napadał, granice były bezpieczne, więc jak wykazać się bohaterstwem? Trzeba znaleźć wroga! Młodzi mężczyźni, wchodzący w dorosłe życie, potrzebują jednak innej motywacji do działania, niż tylko zwykłe chuligaństwo. Pomocną dłoń wyciągnęli do młodych niektórzy politycy, podsuwając przedwojenną ideologię prawicowo-nacjonalistyczną i katolicko-patriotyczną, z zamiarem wykorzystania ich w charakterze młodzieżowych bojówek. Spragnieni bohaterstwa w walce, zostali dowartościowani politycznie i już mogą bić z pobudek ideologicznych. Wrogami ponownie są Żydzi, niekatolicy, nie Polacy, czarni, komuniści – słowem: nie nasi.

W ten sposób prawicowo-katolickie wychowanie stało się własną karykaturą i przyniosło skutek odwrotny od pożądanego przez społeczeństwo.

Recepta na uzdrowienie tej sytuacji jest oczywista: szkoła musi być świecka, prowadzona przez mądrych pedagogów, wolna od ingerencji polityków. Dzisiejsze nauczanie historii jest indoktrynacją równą tej z czasów stalinowskich. Religia musi wrócić do przykościelnych salek katechetycznych i być finansowana przez wierzących, a nie przez  wszystkich. Programy szkolne, w tym dobór lektur muszą być opracowane przez świeckich specjalistów. Władze lokalne, nie przestrzegające świeckości państwa i tolerujące przejawy faszyzmu, rasizmu i nietolerancji, winny być usuwane za łamanie konstytucji. Funkcjonariusze kościelni muszą opuścić instytucje publiczne (kapelani), a za usługi kościelne muszą płacić tylko ci, co z nich korzystają. Dzisiejsza Polska pod rządami prawicy zaczyna coraz bardziej upodabniać się do Iranu ajatollahów. Trzeba zerwać z tą tendencja i skierować kraj na ścieżkę rozwoju, ku nowoczesności.

W trakcie pisania tego artykułu naszła mnie następująca konstatacja, którą kieruję młodym pod rozwagę: w marcu 68r. „zdrowa tkanka narodu polskiego” „przekonywała” studentów na polskich uczelniach o słuszności ideologii władzy. Dzisiaj ponownie „zdrowa tkanka” usiłuje – tym razem profesorów i ich słuchaczy – „przekonywać” do słuszności swoich ideologii. Słyszycie chichot historii?

Jerzy Chybiński  


Źródłem obrazków w poście jest Wikimedia Commons

2 thoughts on “Katolicko – narodowy faszyzm

  • 2 października 2013 o 10:32
    Permalink

    To nie faszyzm tylko bolszewizm katolicki:
    http://lnst.livejournal.com/15471.html

    Niestety, autor niewłaściwie określa prawicę katolicką mianem katolicko-narodowego faszyzmu.
    1. Osobniki posługujące się przemocą we własnym kraju automatycznie wykluczają się ze systemu narodowo-demokratycznego.
    2. Kościół katoliczy nie jest żadną ostoją wartości narodowych czy społecznych, co najwyżej traktuje o indywidualnym morale bez faktycznej możliwości wyegzekwowania tegoż (poza tzw. Spowiedzią Świętą).
    3. Nie jest to też faszyzm bo ten jednoczy (fascio=jedność) społeczeństwo wokół spraw wyższego rzędu, nie degraduje umysłowo jednostki ludzkiej jak prymitywny KK.

    Podsumowując, to co obecnie zamierza się dokonać w Polsce to bolszewizm oparty na urojeniach, bez praktycznego odniesienia do wiedzy tak potrzebnej zwłaszcza w XXI wieku.

    Z pierwotnym bolszewizmem jak i jego propagatorami zrobił porządek genialny Marszałek Stalin.
    Czy czeka to teraz również katolicyzm narodowy (bolszewizm katolicki)???

    Odpowiedz
    • 8 października 2013 o 21:44
      Permalink

      Dziękuję za zamieszczone uwagi.
      Odnośnie punktu pierwszego: wszystkie ruchy narodowe – tak z przymiotnikiem „narodowe” (Endecja w Polsce międzywojennej), jak i z przymiotnikiem „socjalistyczne” (narodowo-socjalistyczna partia Niemiec – NSDAP) zawsze w przeszłości oraz obecnie uciekają się do przemocy, podpierając się religią, jako największą wartością narodową, lecz traktują ją bardzo instrumentalnie.
      Punkt drugi – pełna zgoda.
      Punkt trzeci – faszyzm faktycznie jednoczy jakąś część społeczeństwa wokół jakichś wartości jak np. czystość etniczna, czystość rasowa, naród lepszy, który ma mieć nieograniczoną władzę nad narodami gorszymi itp. Czy faszyzm niemiecki nie zdegradował umysłowo Niemców tworząc z nich bezwzględnych morderców?
      Cy rzeczywiście w Polsce ktoś chce wprowadzić bolszewizm?
      Różnica między faszyzmem hitlerowskim a bolszewizmem stalinowskim jest bardzo niewielka. Gospodarka faszystowska opierała się na własności prywatnej a bolszewicka na własności społecznej; faszyzm wykorzystywał religię do swoich morderczych celów (opornych księży zamykał w obozach), a bolszewizm negował sens istnienia religii. Były jeszcze różnice w symbolach i gestach: swastyka oraz sierp i młot oraz „hajlowanie” i „niedżwiedż” (ostentacyjne uściski i całowanie). Innych różnic nie było. Oba systemy zgotowały własnym i innym społeczeństwom okrutny los: śmierć milionów, ruinę miast i wsi oraz okropną nędzę.
      Stalin nie zlikwidował bolszewizmu. Był przywódcą bolszewików do samej swojej śmierci. Hitlera miał za przyjaciela, do czerwca 1941r. wspierał Niemców materialnie (surowce strategiczne) i chciał – jak Hitler – zapanować nad Europą, a później nad światem. Dlatego wzięli się za łby, bo tylko jeden mógł być największy.
      Chrońmy Świat przed takimi ideologiami.
      Pozdrawiam.
      Jerzy Chybiński

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.