Widzenie Ezechiela

Warning: sizeof(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /usr/home/bigman/domains/e-beztytulu.pl/public_html/wp-content/plugins/ad-injection/ad-injection.php on line 824 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /usr/home/bigman/domains/e-beztytulu.pl/public_html/wp-content/plugins/ad-injection/ad-injection.php on line 831

Treść tego „widzenia” – tak bardzo nie przystaje do kanonu pozostałych tekstów biblijnych, że trudno zrozumieć, dlaczego nie został on usunięty tak, jak zbliżona wymową Księga Henocha, proroka z czasów jeszcze wcześniejszych, bo sprzed Potopu. Prawdopodobnie wczesnośredniowieczni redaktorzy Biblii tego tekstu nie rozumieli i dlatego uznali je za „widzenia” kapłana. I całe szczęście! Oto streszczenie i omówienie najistotniejszych fragmentów tego tekstu.
Po inwazji Babilończyków na Izrael, Ezechiel w raz z wieloma innymi Żydami, stanowiącymi elitę narodu (był kapłanem) został deportowany do Babilonu w 597 r. p.n.e i mieszkał w Chaldei nad rzeką Kebar. Opisywane zdarzenia miały swój początek pięć lat później.
„Działo się to (…) gdy się znajdowałem wśród zesłańców nad rzeką Kebar. (…) Patrzyłem, a oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy, wielki obłok i ogień płonący oraz blask dookoła niego, a z jego środka jakby połysk stopu złota ze srebrem, ze środka ognia. Pośrodku było coś, co było podobne do istot żyjących. (…) Przypatrywałem się tym istotom żyjącym, a oto przy każdej z nich znajdowało się na ziemi jedno koło (…) i wydawało się, jakby wykonane były tak, że jedno koło było w drugim. Mogły chodzić w czterech kierunkach; gdy zaś szły, nie odwracały się idąc.” Są to najistotniejsze fragmenty początku jego relacji. Całość jest zbyt obszerna, by ją cytować w krótkim artykule. Polecam lekturę Starego Testamentu, który zamieszcza całą relację pamiętając, że Ezechiel nie był obeznany z żadną techniką. Znał jedynie wozy na zwykłych kołach, ciągnione przez woły, więc to, co zobaczył, przerastało jego możliwości percepcyjne i językowe, stąd nieporadność opisu i próby porównań do rzeczy mu znanych. Zszokowany Ezechiel obserwuje jak „chwała Pana” (tak nazywa obserwowany obiekt, lub tak przetłumaczono jego słowa) przemieszcza się w poszukiwaniu najlepszego, najrówniejszego miejsca do posadowienia na ziemi, czemu towarzyszy „szum skrzydeł” i hałas wydobywający się z wnętrza obiektu, słabnący gdy obiekt już się usadowił (przejście silników do pracy na biegu jałowym). Na szczycie obiektu znajdowała się przeźroczysta kopuła, w której znajdował się „mężczyzna” (w brzmieniu starohebrajskim „Adam”) – najpewniej dowódca. Nawiązał on kontakt słowny z Ezechielem (znał język Izraelitów, co mnie nie dziwi w kontekście o wiele wcześniejszych wydarzeń związanych z exodusem Żydów z Egiptu, ale to temat na oddzielny artykuł), a następnie został wzięty na pokład: „A duch (nieznana mu siła jakiegoś urządzenia) podniósł mnie i zabrał (…) a mocna ręka Pańska spoczywała nade mną. Przybyłem do zesłańców osiedlonych nad rzeką Kebar i w osłupieniu przez siedem dni pozostawałem wśród nich.”
Nie było to jedyne spotkanie z dziwnymi przybyszami. Niedługo potem „Spoczęła tam nade mną ręka Pana, a on rzekł do mnie: <Wstań, idź na równinę, tam będę do ciebie mówił.> Wstałem więc i poszedłem na równinę, a oto tam była chwała Pańska, taka, jak chwała, którą widziałem nad rzeką Kebar. I upadłem na twarz. Wstąpił jednak we mnie duch i postawił mnie na nogi.” Na tym urywa się relacja z drugiego spotkania – chyba za przyczyną średniowiecznych redaktorów Biblii.
Jakiś czas potem ponownie został zabrany na pokład: (…) „a duch podniósł mnie w górę między ziemię a niebo i w boskich widzeniach zaprowadził do Jerozolimy, do przedsionka bramy wewnętrznej, położonej po stronie północnej. (…) Oto tam była chwała Boga izraelskiego, taka sama, jaką widziałem na równinie.” Jedną „chwałą” przyleciał z Babilonu, a drugą zobaczył w świątyni w – jak mniemał – Jerozolimie, co nie było prawdą, ale wiemy to dopiero od niedawna. Ezechiel – bardzo uważny obserwator – stwierdza: „Postawił mnie na pewnej, bardzo wysokiej górze, a na niej, na wprost mnie było coś, jakby budowa jakiegoś miasta.” Taka wypowiedź wskazuje, że nie był pewien, gdzie jest, ale zauważył, że spod południowej części wschodniego muru wypływa strumyk, i płynąc na wschód zamienia się w rzekę, płynącą przez żyzne doliny, gdzie drzewa jednocześnie kwitną i wydają owoce (co wskazuje na tropiki). Rzeka ta wpada do jakiegoś morza. To ważne wskazówki.
Mąż, który „dostarczył” (przecież nie przywiózł wozem) Ezechiela do tego miejsca, był zapewne dowódcą, bo zaczął wydawać dość licznej załodze owej „świątyni” jakieś polecenia, których nasz kapłan nie bardzo rozumiał, bo z tego co opisuje, trudno coś sensownego wywnioskować. Opisuje jednak dość szczegółowo ubiory krzątających się tam „mężów” i tylko jeden wyróżnia się jakimś szczególnym strojem. Osobnik ten, na polecenie dowódcy wyjmuje z gorącej, rozżarzonej dolnej części „chwały” jakąś część i odnosi na zaplecze. Cała ta budowla robi wrażenie stacji serwisowej dla tych obiektów. Ezechiel jest oprowadzany po całym obiekcie, po czym zostaje odtransportowany powrotem do Babilonu.
Czwarte spotkanie z przybyszami miało miejsce po dwudziestu latach. Ezechiel ponownie znalazł się w tej zagadkowej świątyni. Bierze go w opiekę mąż trzymający w rękach pręt pomiarowy i lniany sznur nakazując: „Synu człowieczy, popatrz oczami i przysłuchaj się uszami i dokładnie uważaj na to, co będę ci ukazywać, albowiem zostałeś tu przyprowadzony po to, abyś to widział. Oznajmij domowi Izraela wszystko, co zobaczysz.” Dzięki temu przetrwał do naszych czasów szczegółowy opis owej budowli i jego wymiary, a także opis okolicy, w której się znajdował.
Specjaliści od starożytności od ponad dwustu lat poszukiwali tej intrygującej świątyni. Bardzo szybko uznano, że to nie jest świątynia Salomona w Jerozolimie. Przeszukano cały Bliski i Środkowy Wschód oraz północno-wschodnią Afrykę – bez rezultatu. W końcu uznano, że to tylko „widzenie nawiedzonego kapłana”. Jednak zwolennicy „paleokontaktów” (wizyty pozaziemskich cywilizacji w starożytności) twierdzą, że to musi być prawda.
Syn niejakiego Jozefa Blumricha był gorącym zwolennikiem teorii o wizytach obcych, więc ojciec – z pochodzenia Austriak, sceptycznie nastawiony do takich teorii inżynier NASA, specjalista od konstrukcji pojazdów komicznych, aby syna przekonać, wziął „na tapetę” właśnie to „widzenie”. Efekt swojej pracy ocenił następująco: Rzadko się zdarza, by całkowicie przegrana walka była tak owocna, tak fascynująca i tak wspaniała! Bardzo szybko zorientował się, że tekst biblijny jest bardzo nieporadnym opisem zetknięcia się dość prymitywnego (w dzisiejszej ocenie) człowieka z obiektem o bardzo zaawansowanej, kosmicznej technologii. Analizując zdanie po zdaniu i konfrontując je z własną wiedzą, odtworzył ów obiekt. Okazał się on świetnie zaprojektowanym lądownikiem, o stożkowato-wklęsłym korpusie, który to kształt doskonale hamuje opadanie, świetnie poruszającym się w atmosferze dzięki zamontowanym czterem wirnikom helikopterowym oraz silnikom odrzutowym, a także posiadającym cztery niezwykłe koła, które tak karkołomnie usiłuje opisać Ezechiel. Całość opisał w książce pt. Statki kosmiczne Ezechiela nie szczędząc fachowych, specjalistycznych obliczeń, a zasadę działania owych kół opatentował, uzyskując patent światowy. Po przejściu na emeryturę poświęcił się wyjaśnianiu (skutecznie) innych zagadek z przeszłości.
Podczas, gdy Blumrich w USA zajmował się pojazdami Ezechiela, brytyjski inżynier Hans Herbert Beier w oparciu o bivlijny zapis „widzenia” rekonstruował ową zaginioną świątynię i wyniki swej pracy opublikował prawie w tym samym czasie, co Blumrich swoją. Szybko skojarzono obie prace i okazało się, że statki kosmiczne i świątynia idealnie do siebie pasują! Tylko gdzie jest ta świątynia?!
„Koło wioski Machac, położonej na wysokości 3180 m (w peruwiańskich Andach), u podnóża góry, znajdują się ruiny Chavin de Huantar. Nikt nie wie, kto ten obiekt zbudował; nie wiadomo też, jakiemu celowi miał służyć. Najlepiej zachowana część kompleksu nosi nazwę El Castillo (zamek) choć zamkiem nigdy nie była. Przed „zamkiem” rozciąga się ogromny prostokątny plac, który kiedyś był zamknięty murami ze wszystkich stron. Prostokąt ten ma strukturę tarasową, przy czym tarasy bliższe głównego budynku wznoszą się coraz wyżej ” Tak opisuje te ruiny Erich von Däniken w książce pt. „Antyczni kosmonauci” po pierwszym pobycie w tamtym rejonie. W dalszej części książki autor zamieszcza wywiad z inżynierem Beierem, dotyczący rekonstrukcji „świątyni Ezechiela” uzyskując bardzo dużo informacji na ten temat. Zainspirowany tym wywiadem, jakiś czas później ponownie udaje się do opisanych wcześniej ruin i w towarzystwie dwojga studentów dokonuje szczegółowych badań i pomiarów.
Wszystko zaczyna się zgadzać i do siebie pasować! To tam Ezechiel został „przeniesiony” i tam usłyszał: „albowiem zostałeś tu przyprowadzony po to, abyś to widział.” Usłyszał także: „Synu człowieczy, mieszkasz wśród ludu opornego, który ma oczy na to, aby widzieć, a nie widzi, i ma uszy na to, by słyszeć, a nie słyszy.”
Gdyby mu ów mąż „z brązu” powiedział jeszcze: ma rozum, żeby myśleć, a nie myśli”, pasowałoby jak ulał do nas współczesnych.
Jerzy Chybiński


Źródłem obrazków w poście jest Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.