Potop

Potop

W poprzednich artykułach z cyklu „Niechciana wiedza” pisałem o „bogach”, którzy kontaktowali się ze starożytnymi, przekazywali im wiedzę, a wcześniej ostrzegli przed potopem. Te kontakty i ostrzeżenie miało miejsce nie tylko na Bliskim Wschodzie. Mity i legendy o „bogach” ratujących nielicznych przed potopem przetrwały do naszych czasów wśród wielu ludów wszystkich kontynentów. W kręgach naszej kultury – poza przekazem o Noem, najbardziej znany jest mit sumeryjski o Gilgameszu (wyryty pismem klinowym na glinianych tabliczkach, które wypaliły się i przetrwały do naszych czasów dzięki pożarowi pałacu w Niniwie), pochodzący sprzed trzech tys. lat p.n.e. a więc znacznie starszy. niż teksty biblijne, lecz dużo młodszy od przedpotopowej Księgi Henocha. Gilgamesz ów po powrocie z długiej podróży opowiedział zasłyszaną historię o królu imieniem Utnapisztim żyjącym przed potopem, „gdy bogowie mieszkali na ziemi”. Bóg imieniem Ea polecił mu:

„Ty, mężu z Szurippak (przedpotopowe miasto nad Eufratem), synu Ubara-Tutu, wybuduj arkę z drzewa. … Kiń swe bogactwa, pogardź pożytki swymi, zbaw żywot swój. Z wszystkiego, co żywoistne, z każdego rodzaju – nasienie wprowadź do arki.

Podobnie jak Noe, wypuszcza na próbę ptaki (tym razem jaskółka i kruk), arka osiada na górze Nissir. Wody opadają i rozpoczyna się nowe życie.
Wydaje mi się bezcelowe dociekanie, który tekst był pierwowzorem, bo mity o podobnej lub wręcz identycznej treści przekazują Aztekowie, także plemię Indian środkowoamerykańskich Mechoacaneseków – inne są tylko imiona bogów, imiona uratowanych, nazwy góry i ptaki właściwe dla Ameryki. O wielkim potopie i o nielicznych ocalałych z woli bogów mówią mity wielu innych ludów indiańskich od Ameryki północnej (Indianie Hopi) po Ziemię Ognistą (plemię Yamana czy Pehuenche). Według mitologii greckiej z potopu uratował się syn Prometeusza, Deukalion i jego żona Pyrra, wg staroindyjskich przekazów (Wedy) Wisznu uratował mędrca imieniem Manu, darowując mu wielki okręt, załadowany – podobnie jak arka Noego – wszystkim, co niezbędne do odrodzenia życia. Inne mity mówią o uratowanych na szczytach najwyższych gór. Wygląda na to, że „bogowie” żyjący wówczas wśród ludzi – zapewne niezbyt liczni – starali się pomóc przetrwać najbardziej wartościowym jednostkom, by ludzkość mogła się odrodzić po kataklizmie.
Jednak mity o potopie nie oddają w pełni grozy ówczesnej apokalipsy, bo nie tylko woda siała spustoszenie. Święte teksty Ariów, przodków dzisiejszych Irańczyków, opisują rajską krainę, w której kiedyś mieszkali, o łagodnym klimacie, z siedmioma miesiącami lata i pięcioma zimy, pełną pól uprawnych, obfitującą w zwierzynę. Ich dobry bóg Ahura Mazda zwołał naradę bogów, na którą zaprosił czcigodnego Yimę i innych wybitnych przedstawicieli społeczności.

Ahura Mazda przemówił do Yimy i rzekł: (…) Na świat spadnie złowroga zima, która przyniesie niszczący wszystko mróz. Zło zimy dotknie tego świata, śnieg będzie Padał w wielkiej obfitości. (…) Uczynisz tedy var (podziemne pomieszczenie) wielkości wybiegu dla zwierząt. Tam sprowadzisz przedstawicieli wszystkich zwierząt małych i dużych, bydła, zwierząt pociągowych, ludzi, psów, ptaków i szczapy drewna płonące. (…) Nie zabieraj zwierząd chorych, kalekich, zdziczałych, złych podstępnych i zawistnych, ani człowieka z zepsutymi zębami, ani trędowatego. (…)
(Po raptownej zmianie klimatu) Teraz jest dziesięć miesięcy zimy, dwa miesiące lata, które są zbyt zimne dla wody, dla ziemi i dla drzew. (…)Wszędzie pada śnieg, który jest najgorszą z plag.

Tak na marginesie: jak wysoki musiał być poziom techniczno-cywilizacyjny umożliwiający wykonanie takiego schronu…
Jeśli mowa o starożytnych schronach: w Turcji istnieje podziemne, kilkukondygnacyjne „miasto” wykute w litej skale, z szybami wentylacyjnymi, pozwalające schronić się wielu tysiącom ludzi. Na Malcie jest sporo mniejszy, dwukondygnacyjny „schron”, również wykuty litej skale. W XIX wieku w USA przypadkowo natrafiono na olbrzymie podziemne korytarze z bocznymi wnękami i wieloma przedmiotami, jakby przygotowane do zamieszkania (stąd pochodzi kamień z wizerunkiem słonia i wyrytym tekstem, o którym wspomniałem pisząc o księdze Henocha). W Andach znajdują się wieleset metrowe korytarze wykute w skale, w których zgromadzone są duże ilości różnych przedmiotów – tą informację podaję za Dänikenem, który twierdzi, że był w środku, ale przysiągł indiańskim przyjaciołom, że nie ujawni żadnych szczegółów umożliwiających odnalezienie tych grot. W Chinach, Mongolii i Tybecie krążą legendy o Agharcie, zespole podziemnych miast, rozrzuconych po całym świecie i (podobno) do tej pory zamieszkałych, w co już trudno uwierzyć, ale być może jest to echo jakichś bardzo dawnych wydarzeń. Ale wracam do tematu.
Potop i zmiany klimatyczne na Ziemi to nie koniec dramatycznych wydarzeń.
Gwałtownym zmianom towarzyszyły wybuchy wulkanów o wielkiej częstotliwości i sile, wyrzucając w powietrze miliony kilometrów sześciennych materii i pyłów wulkanicznych, które na wiele lat przysłoniły niebo odcinając dostęp promieni słonecznych. Gorąca lawa podmorskich wulkanów powodowała gwałtowne parowanie wody, a ta w zetknięciu z pyłem wulkanicznym natychmiast się skraplała i spadała w postaci mazistego błota. Ci co przeżyli potop na wyżej położonych terenach, ginęli z głodu, bo skażona gleba i brak słońca zahamowały wegetację roślin. Oczywiście ginęły też zwierzęta.
Współcześni naukowcy badający ślady w ziemi i na ziemi pozostałe po tamtych czasach, ze zdumieniem oglądają efekty ówczesnych kataklizmów (cytat z książki pt. „Ślady palców Bogów” Grahama Hancocka, mowa o Alasce):

„Gleba, w której leżą te wszystkie szczątki, przypomina miałki, ciemnoszary piasek. Zamrożone na kość w tej masie spoczywają, jak określił prof. Hibben: poskręcane szczątki zwierząt i drzew na przemian z bryłami lodu, torfu i mchu. Bizony, konie, wilki, niedźwiedzie, lwy… Całe stada zwierząt wybite razem, powalone jakąś nieznaną potęgą. Taka liczba zwierząt czy ludzi nie ginie w wyniku działania zwykłych sił przyrody. (…) Z podobnym zjawiskiem mamy do czynienia na Syberii, gdzie katastrofalne zmiany klimatyczne i geologiczne wydarzyły się mniej więcej w tym samym czasie. (…) Mamuty zginęły nagle w ogromnej liczbie; przyczyną ich śmierci był wielki chłód. Śmierć przyszła tak nagle, że rośliny pochłonięte przez zwierzęta pozostały nie strawione. Trawa, dzwonki, jaskry, turzyca i dzika fasola w pyskach i treści żołądkowej roślinożerców zachowała się w dobrym stanie, łatwo rozpoznawalna. (…) Jej obecność tam w z jedenastym tysiącleciu przed naszą erą każe nam przyjąć do wiadomości fakt, że na obszarze tym panował  przyjemny klimat, umiarkowany lub wręcz ciepły.

Zapewne o tych terenach mówią wspomniane wyżej mity Ariów.
Bardzo istotne są przekazy wielu ludów o zmianie orbit ciał niebieskich, co jest ważną informacją dla znalezienia przyczyn tego kataklizmu. Starożytne i współczesne tłumaczenia o karze za grzechy to tylko próby „umoralniania” społeczeństw i jednocześnie wyraz bezradności środowisk religijnych w nienaukowym wyjaśnianiu zjawisk o podłożu fizycznym w ogólnym tego słowa znaczeniu. Bo takie były przyczyny tych zjawisk wynikające z budowy geologicznej Ziemi i kinetyki jej ruchu obrotowego dookoła własnej osi.
O tym w następnym odcinku z serii niechcianej wiedzy.
Jerzy Chybiński


Źródłem obrazków w poście jest Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.