Kapitał w Polsce

Po roku 1989 w mediach głównego nurtu wszelkie dyskusje na tematy gospodarcze i ekonomiczne zostały zdominowane przez zwolenników neoliberalizmu, a inne spojrzenia są „zamiatane pod dywan”, lub ośmieszane i obrzucane epitetami typu: komuna, lewactwo, sieroty po PRL itp.
W dn. 17.XI. w dodatku G.W. „Gazeta Praca” ekspert pracodawców Jeremi Mordasiewicz przekonywał:
„Z punktu widzenia pracodawców mamy świadomość, że emigracja jest niekorzystna, ale nie jesteśmy w stanie przeciwdziałać temu zjawisku. Wynika to z tego, że Polska ma bardzo skromne zasoby kapitału, a duże zasoby pracy. Emigracja poprawia sytuację tych, którzy zostają w kraju – zmniejsza poziom bezrobocia, a jeśli dostępność pracowników na rynku maleje, pracodawcy muszą płacić więcej. Obecnie mamy mało kapitału i inwestycji a jednocześnie mnóstwo pracowników, którzy mają słabą pozycję przetargową. Wynagrodzenia rosną więc wolniej, niż wzrasta produktywność. To się zmieni diametralnie za 10 lat. Dzisiaj mamy w Polsce 680 tys. osób w wieku 30 lat, a tylko 350 tys. dzieci w wieku 10 lat. Ludzie w chodzą na rynek pracy w wieku ok. 20 roku życia, 10 lat temu było to wspomniane 680 tys, za 10 lat będzie tylko 350 tys. Spodziewam się, że wtedy wynagrodzenia będą rosły równie szybko jak produktywność.”
Pan Mordasiewicz nie tylko myli skutki z przyczynami i wymyśla teorie uzasadniające dzisiejszą negatywną rzeczywistość, ale także nie zna, albo udaje że nie zna, elementarnego prawa ekonomicznego, że podaż musi się równać – w pewnym uproszczeniu – popytowi. Dzisiejsza olbrzymia nadwyżka pracy jest skutkiem braku tej równowagi czyli zbyt małego popytu (pieniędzy w rękach pracownika-klienta) w stosunku do potencjału gospodarczego, co zmusza do ograniczania wielkości produkcji i redukcji zatrudnienia. Bardzo niskie płace uniemożliwiają zakładanie rodziny i rodzenie dzieci i za 10 lat rzeczywiście będzie nas mniej. Mniej będzie też klientów, więc znów trzeba będzie ograniczać produkcję i zwalniać ludzi. Płace nie wzrosną (o ile nie wymusi tego rząd lub Sejm), bo jeszcze niedawno pańscy koledzy publicznie mówili, że jak Polacy nie będą chcieli pracować za 1200 zł. to zatrudnią Ukraińców czy Wietnamczyków za 800 zł. i zrobią tak w przyszłości. Jeśli chodzi o brak kapitału – skąd przedsiębiorca ma mieć kapitał? Ze sprzedaży swoich produktów klientom. A skąd klient ma mieć pieniądze na zakupy? Z pensji otrzymanej od producenta, dla którego produkuje. Tylko że producent woli zapłacić grosze polskiemu klientowi, a towar sprzedać bogatszemu klientowi za granicą. I wyjdzie na swoje, tym bardziej, jeśli za pomocą różnych sztuczek (np. zarejestruje firmę w raju podatkowym co jest nagminne) nie zapłaci należnego podatku, a pieniądze wywiezie za granicę. Poza tym zagraniczne firmy nie płacą podatku w Polsce, tylko w kraju macierzystym lub też w raju podatkowym. Angora nr 48 zamieściła raport amerykańskiej organizacji Global Financial Integrity, z którego wynika że:
Polska jest w czołówce 20 krajów świata, z których nielegalnie wyprowadza się najwięcej kapitału. W latach 2002 – 2011 z naszego kraju wypłynęło nielegalnie ponad 150 mld zł. Po doliczeniu legalnego transferu pieniędzy w postaci dywidend wypłacanych przez działające u nas spółki na rzecz zagranicznych central kwota ta zwiększa się do ponad 500 mld zł.
Biznes pieniądze ma, i to olbrzymie, a nie zwiększa produkcji, bo po co? Komu ją sprzeda, jeśli za granicą konkurencja olbrzymia, a w kraju klient bez pieniędzy? Płace w ostatnich latach rzeczywiście trochę wzrosły, ale o wiele więcej wzrosły obciążenia poza konsumpcyjne, o których pan Mordasiewicz nie chce wiedzieć. Pozwolę sobie przypomnieć Panu fragmenty ciekawej rozmowy przedstawione kilka miesięcy temu w Gazecie Wyborczej (którą już raz cytowałem w Biuletynie):
Robert Gwiazdowski – Prezydent Centrum im. Adama Smitha, na sugestie redaktora K. Różyckiego (G.W.) że zwiększenie podatków sprawi, że bogaci Polacy uciekną z podatkami do innych krajów, odpowiedział:
Bogaci Polacy już uciekli i dlatego są bogaci. Płacenie przez ostatnie 25 lat w Polsce wszystkich podatków nie pozwoliłoby im zgromadzić wielkich majątków. (…)
Red. (…) swoimi dochodami nie chcą dzielić się banki, sieci marketów, firmy ubezpieczeniowe, które obracają dziesiątkami miliardów złotych.
R.G. :Banki i instytucje ubezpieczeniowe to święte krowy. Dlatego pieniądze trzeba ściągać od tych, którzy święci nie są. Sugeruje, by zlikwidować PIT bo (…) przez polityków jest on wykorzystywany do kontrolowania obywateli.
Red.: Podobno tylko niewielka część firm w naszym kraju płaci podatek CIT (podatek od firm). Jednocześnie rządowi brakuje 24 miliardów wpływów podatkowych, a zagraniczne spółki wytransferowały z Polski 70 miliardów zł.
.R.G: (…) tylko jedna trzecia z ponad 330 tysięcy spółek prawa handlowego płaci podatek dochodowy. Reszta wykazuje straty. Łączny podatek CIT od wszystkich podatników wyniósł w 2011r. 25 miliardów przy przychodach ponad 5,5 biliona zł. A więc podatek dochodowy stanowił 0,44 % ich przychodu!!! Podatek w wysokości 0,75% wyniósłby ponad 43 miliardy – czyli prawie 18 mld więcej niż obecnie.
Generalny sens wypowiedzi R.G. jest taki: to normalne, że bardzo bogaci nie płacą należnych podatków i wyłudzają WAT. To biedacy mają płacić podatki i finansować całą działalność państwa, z czego korzystają bogaci.
I jak – w świetle tej wypowiedzi – jawi się pański brak kapitału, panie Mordasiewicz?
Okradanie społeczeństwa z należnych podatków nie jest tylko polską specjalnością, a wręcz polski biznes przejął metody stosowane od dawna przez ich zachodnich kolegów i doprowadził je do perfekcji (stąd jego „zaszczytne” miejsce w pierwszej dwudziestce). Metody te przybliża czytelnikom Przeglądu nr 48 z 24 XI br. Marek Czarkowski w artykule pt. „Luksemburski raj podatkowy”. Opisuje kombinacje różnych wielkich firm w Unii (i nie tylko) umożliwiające niepłacenie podatków. Najczęstszym sposobem jest rejestrowanie firmy-córki w innym państwie, która to firma płaci legalnie olbrzymie pieniądze firmie-matce za używanie logo lub nazwy firmy macierzystej albo opłaty licencyjne i wykazuje zerowe dochody. Oczywiście właściciel jest jeden. Najczęściej zarejestrowany w raju podatkowym. Ostatnimi laty takim rajem w Unii jest Luksemburg, a premierem był obecny Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Szacuje się, że rocznie same kraje Unii tracą z tego powodu bilion euro rocznie.
Wynika z tego, że zasada: zabrać biednym, dołożyć bogatym jest naczelną zasadą nowego, neoliberalnego kapitalizmu, który „zaimportował” nam Leszek Balcerowicz 25 lat temu. Dlaczego ci biedni są tacy potulni, że nawet nie chce im się zagłosować i poprzeć tych, którzy chcą to zmienić?
Jerzy Chybiński


Źródłem obrazków w poście jest Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.