Koszty ograniczenia prędkości

Warning: sizeof(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /usr/home/bigman/domains/e-beztytulu.pl/public_html/wp-content/plugins/ad-injection/ad-injection.php on line 824 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /usr/home/bigman/domains/e-beztytulu.pl/public_html/wp-content/plugins/ad-injection/ad-injection.php on line 831

Ostatnio głośno jest w świecie o oszustwie Volkswagena. Jego silniki trują powietrze wielokrotnie przekraczając dopuszczalne normy. Montowano je również w Audi i BMW, czyli w samochodach sprzedawanych na całym świecie, więc skala problemu jest ogromna i dotyczy także Polski. U nas problem jest znacznie większy, bo ilość samochodów jest bardzo duża, ¾ samochodów ma ponad 10 lat (stale rosnący import używanych samochodów), stosunkowo łagodne normy jakości spalin, które i tak nie są przestrzegane, dość powszechna i bezkarna jest praktyka usuwania filtrów cząstek stałych, umożliwiająca zwiększenie mocy silnika (dotyczy silników Diesla), więc nic dziwnego, że duże polskie miasta należą do najbardziej zanieczyszczonych w Europie. Władze krajowe i prezydenci miast podejmują działania mające ograniczyć zatruwanie powietrza spalinami, lecz są one najczęściej bezsensowne (oględnie mówiąc) i nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, a często pogarszają sytuację. Sprawa jest poważna, bo z powodu zanieczyszczenia powietrza umiera w Polsce 45 tys. osób (Gazeta Wyborcza z 29.09.br.)
Aby uzyskać pożądaną poprawę sytuacji, do sprawy należy podejść całościowo, uwzględniając czynnik: a) psychologiczny, b) logiczny, c) ekonomiczny, d) czynnik drogowy, e) przepisy.
Czynnik psychologiczny:
W czasach PRL-u samochody były uważane za luksus, cena była niewspółmiernie wysoka do ich wartości i płac a komunikację miał zapewnić transport zbiorowy. Samochód był przedmiotem marzeń, oznaką statusu społecznego, dawał poczucie wolności i swobody i zapewniał wygodę w codziennym funkcjonowaniu (szybkość przemieszczania się, wożenie zakupów itp.), więc nic dziwnego, że kiedy już można było go mieć, to się go kupowało. Próby ograniczenia ilości samochodów są bezskuteczne bo idą wbrew dążeniom Polaków, tym bardziej że dzisiejsze tempo życia i pracy wymusza posiadanie samochodu. Najlepszy dowód, że wszystkie firmy i urzędy posiadają własne floty samochodów osobowych, by móc sprawnie funkcjonować.
Czynnik logiczny:
Samochód wydziela najmniej spalin gdy jedzie na najwyższym biegu, a więc szybko, a i czas przejazdu przez miasto jest krótki. Rzekomo w trosce o bezpieczeństwo ruchu, na terenie zabudowanym zmniejszono dozwoloną prędkość z 60 do 50 km/godz. I zaczęto tworzyć utrudnienia jeszcze bardziej ograniczające płynność ruchu (zagęszczenie sygnalizacji świetlnej, zwężanie jezdni do jednego pasa ruchu itp.) i w efekcie średnia prędkość jazdy w godzinach szczytu we Wrocławiu (w innych dużych miastach podobnie) wynosi ok. 20 km/godz. Czyli jazda na drugim biegu i trzykrotnie większe spalanie pomnożone przez trzykrotnie dłuższy czas przejazdu daje dziewięciokrotnie większą emisję spalin do atmosfery. Wdychają to piesi i kierowcy. Poirytowani kierowcy popełniają błędy lub świadomie łamią przepisy by nadgonić stracony czas, co wcale nie poprawia bezpieczeństwa.
Czynnik ekonomiczny.
Paliwo kosztuje. Im wolniejsza jazda, tym większe zużycie paliwa i wyższe koszty przejazdu danego odcinka. Te zwiększone koszty transportu firmy wliczają w cenę swojego produktu, za który płaci klient, który przez to ma mniej pieniędzy na zakupy innych towarów i usług. Ten sam klient, płacąc więcej za zwiększone zużycie paliwa w swoim samochodzie, ponownie musi się ograniczać w zakupach, czy usługach.
Firmy transportowe muszą w określonym czasie dowieźć do celu określoną ilość towaru. Spowolnienie ruchu zmusza ich do zwiększenia taboru i zatrudnienia, by wywiązać się ze zobowiązań. Są to dodatkowe koszty, które podnoszą cenę finalną produktów, zwiększaj tłok na drogach i znowu powiększają emisję spalin. Zyskuje branża paliwowa, a ludzie tracą podwójnie: płacą wyższą cenę w sklepie i tracą zdrowie, na leczenie którego nie ma pieniędzy.
Czynnik drogowy.
To, że system dróg w Polsce nie jest przystosowany do tak dużego natężenia ruchu, wszyscy wiemy. Ostatnimi laty sporo się robi dla poprawy tego stanu. Często jednak (zbyt często) robi się nadgorliwie i bez pomyślunku. Jeżdżę po Polsce od lat siedemdziesiątych ub.w. i muszę stwierdzić, że – nie licząc dróg ekspresowych i autostrad (choć i tu pobudowano poprzeczne blokady ruchu w postaci punktów poboru opłat)– jeździ się coraz trudniej i coraz wolniej. I nie jest to efekt wyłącznie zwiększonego natężenia ruchu. Na większości tras przelotowych przy każdym skrzyżowaniu, nawet z bardzo rzadko używanymi drogami i dróżkami, porobiono wysepki i ograniczenia prędkości. Kiedyś był tylko znak informujący o zbliżaniu się do skrzyżowania i wystarczyło, by kierowcy uważali i zwalniali, gdy zaszła taka potrzeba. Dziś trzeba zwalniać do 50 – 60 km/dodz. bez względu na to, że nic nie ogranicza widoczności i w promieniu kilometra nie ma nikogo, czyli sztuka dla sztuki.
Dość często jeździłem i jeżdżę z Wrocławia przez Poznań na północ. To, co zrobiono w Komornikach przed Poznaniem (jeszcze przed zjazdem na obwodnicę do Piły). Jest tam sporo skrzyżowań, więc trzy pasy ruchu w obie strony pozwalały na wydzielenie oddzielnego pasa dla samochodów skręcających. Obecnie środkowy pas jest wyłączony z ruchu i zabudowany wysepkami by nikt nie mógł ominąć skręcających, a dodatkowo na każdym skrzyżowaniu ustawiono sygnalizację świetlną, więc jeden samochód skręcający w lewo blokuje cały ruch, pomimo zielonego światła. Ruch wolniejszy niż kiedyś furmanek, stężenie spalin nie do wytrzymania, a wszystko to w imię usprawnienia ruchu. Podobna sytuacja jest w Krynicznie, choć tylko jedne światła. Jest tam bardzo dużo miejsca, by móc wydzielić oddzielny pas dla skręcających w lewo (nielicznych), ale nie zrobiono tego, więc jeden samochód blokuje przejazd innych, choć mają zielone światło. Korki zaczynają się we Wrocławiu. Ilość spalin ze stojących tirów i osobówek odpowiednio wielka. Cała nadzieja w budowanej obwodnicy, ale to potrwa parę lat, a poszerzenie jezdni w Krynicznie miesiąc. Takie sytuacje drogowe to w Polsce norma.
Przepisy.
W kodeksie drogowym jest nakaz dostosowania prędkości jazdy do warunków drogowych. Zastanawiam się, czy ten nakaz dotyczy kierowców, czy urzędników odpowiedzialnych za drogi i ich oznakowanie. No bo jeśli jadę lokalną drogą przez wieś i widzę na niej bawiące się dzieci, to jest dla mnie oczywiste, że zwolnię nawet do 5 km/godz., pomimo że znak pozwala mi jechać 40. Jeśli jadę tą samą drogą w sobotę o piątej rano i już świeci słońce, droga nowa , z chodnikami po obu stronach, żywego ducha w promieniu kilometra, to czy mogę dostosować prędkość do warunków drogowych, wrzucić czwarty bieg i przejechać z prędkością 70 km/godz. trując mniej i krócej? Oczywiście nie mogę. Wychodzi na to, że jestem za głupi i za mało odpowiedzialny, by umieć podjąć właściwą decyzję. Decyzję za mnie podejmuje zdalnie zza biurka urzędnik, a dopilnuje straż miejska lub policja.
Zgadzam się, że wśród kierowców trafiają się ludzie nieodpowiedzialni, alkoholicy, narkomani itp., tylko dlaczego tacy ludzie dostali prawa jazdy?! Dlaczego nie robi się stosownych badań przed rozpoczęciem kursu na prawo jazdy?
Wracam na nasze wrocławskie podwórko.
Wrocław jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie. Oprócz dymów ulatujących z niezliczonych kominów (piece w mieszkaniach), powietrze zatruwane jest dymem z rur wydechowych bardzo licznych samochodów. Miasto jest bardzo zadłużone,a MPK nie przynosi zysków, bo Wrocławianie jeżdżą samochodami, więc „magistrat” wymyślił, żeby kierowcom tak utrudnić jazdę, by porzucili samochody i wsiedli do tramwajów – oczywiście z wyjątkiem urzędników. Tam, gdzie były dwa pasy ruchu, robi się jeden, wydziela się fragmenty jezdni tylko dla tramwajów i autobusów, likwiduje się miejsca parkingowe itp., itd., a ludzie i tak wolą samochody. Po mieście jeździ się bardzo wolno, truje spalinami długo i obficie – takie są skutki bezmyślnych decyzji.
Niedawno musiałem jechać do Trzebnicy a po drodze odebrać z serwisu na ul. Pomorskiej jedno urządzenie. Są tam szerokie chodniki, dawno temu udostępnione do parkowania. Chyba w latach dziewięćdziesiątych zakazano postoju, a obecnie rosną tam krzewy. Przez pół godziny krążyłem na pierwszym biegu po zatłoczonej ul Rydygiera i przyległych, polując na jakieś wolne miejsce i nie byłem jedynym poszukującym. Niepotrzebnie spaliłem sporo paliwa i równie sporo zatrułem powietrza. Czy to wszystko ma sens?
Chybiński Jerzy


Źródłem obrazków w artykule jest Wikimedia Commons, o ile nie wskazano inaczej.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.