Balcerowicz jeszcze raz

W sobotę 10 października Gazeta Wyborcza zamieściła wywiad z prof. Leszkiem Balcerowiczem zatytułowany dość przewrotnie: PiS musi odejść, co zresztą jest wypowiedzią Profesora. Lektura tego wywiadu przekonała mnie, że dzisiejszy Balcerowicz to ten sam Balcerowicz z początków transformacji ustrojowej.

Lata permanentnego kryzysu, olbrzymiego rozwarstwienia dochodów, rozpasania nie kontrolowanej przez nikogo światowej finansjery, zawinionego przez nią niemożliwego do spłacenia zadłużenia wielu państw na skutek realizowania przez nią „rolowania długów”, zgromadzenie przez osiemdziesięciu ludzi majątku równego majątkowi połowy ludzkości, chciwości biznesu korumpującego przedstawicieli władzy i działającego poza granicami prawa – te wszystkie zjawiska są jemu znane, lecz nie wpłynęły na zmianę jego poglądów. Jego recepta na usunięcie tych patologii jest niezmienna:

(…)więcej wolnego rynku, więcej wolności gospodarowania, mniej kontroli państwa, niższe podatki dla bogatych.

Swoje poglądy usiłuje potwierdzić przykładem Chin:

Proszę spojrzeć na to, co się dzieje w Chinach; choć ciągle tam rządzi partia nazywana komunistyczną, to zmiany w kierunku kapitalizmu pozwoliły na przyśpieszenie gospodarcze i dzięki temu setki milionów ludzi wychodzą z biedy.

Sądzę, że Balcerowicz zna rzeczywista sytuację społeczno-gospodarczą Chin i świadomie podpiera się nieprawdą. Nie setki milionów, lecz garstka właścicieli wyszła z biedy gromadząc niebotyczne majątki biorące się z niewolniczej pracy setek milionów. Ludzie Ci pracują po kilkanaście godzin dziennie, mieszkają po10 osób w jednym pokoju, bo na tyle ich stać i nie mają żadnych perspektyw na lepsze życie. Jakiś czas temu pisałem o mieście – widmie wybudowanym w szczerym polu, obliczonym na 100 tys mieszkańców,w którym poza władzami miejskimi nikt nie mieszka, bo ludzi nie stać na wynajem. Gdy przed paru laty zmalał eksport, bo „chińszczyzna” okazała się marnej jakości, mizerny popyt wewnętrzny spowodowany biedą nie jest w stanie dać dodatniego impulsu gospodarce. Przypominam Panu Profesorowi o skandalach łapówkarskich, aferach gospodarczych i represjach w stosunku do osób ze świecznika władzy, winnych tych patologii, bo rząd zorientował się, że brak kontroli zawsze rodzi wynaturzenia. Pisała o tym także nasza prasa. Wystarczyło poczytać.

Cały wywiad zajmuje dwie i pół strony, więc trudno komentować całą wypowiedź Balcerowicza, jednak do paru spraw nie sposób się nie odnieść.

Słusznie wypomina, że polskie firmy niewiele inwestują – zaledwie 10% PKB. Przyczyn upatruje w złym, bo nadmiernie ingerującym w wolność gospodarczą i niestabilnym, prawie. Jest to w dużej mierze prawda. Tylko że każdy skutek ma swoją przyczynę, a każdy skutek jest przyczyną kolejnego skutku. Spróbuję to zanalizować.
Do polityki i gospodarki polskiej skonstruowanej 25 lat temu zabrali się ludzie różnej proweniencji: ludzie Solidarności raczej nie przygotowani do pełnienia funkcji rządowych, stojący za nimi eksperci o poglądach od lewicowych do prawicowych i cała masa lobbystów reprezentujących różnych nuworyszy gospodarczych. Efekt był taki, że prezydent Lech Wałęsa czuł się w obowiązku obiecać, że z siekierą będzie gonił aferzystów i puszczał ich w skarpetkach (czego oczywiście nie zrobił). Pamiętam, jak pracownicy krzyczeli na swoich szefów i polityków: „Złodzieje! Złodzieje!”. Niemniej jednak legislatura usiłowała łatać dziurawe prawo i dostosowywać je do ciągle udoskonalanych metod jego omijania. Ta przepychanka trwa do dziś.

Tu rzeczywiście prawo jest bardzo zmienne. Nawet rząd podejmuje działania ostrzegające społeczeństwo: apeluje o dokładne czytanie różnych umów z bankami, telekomunikacją, firmami energetycznymi, komornikami itp. Gazeta Wyborcza również prowadzi akcję przeciwko nieuczciwym firmom (red. Samcik). Skąd tyle różnych afer? W sytuacji dużej swobody gospodarczej, człowiek uczciwy będzie się wzdragał przed działaniem nieuczciwym czy nieetycznym, natomiast osoba pozbawiona skrupułów, czy wręcz bezwzględna w działaniu, będzie zawsze górą. Ci pierwsi albo przegrywają, albo przejmują metody brutalnej konkurencji. Żeby to wszystko okiełznać, potrzebny jest bardzo sprawny aparat państwowy, który kosztuje. Zawsze jest tak, że im mniej państwa, tym więcej draństwa.Pan Balcerowicz chce, by państwa było jak najmniej.

Inną sprawą, której Profesor się mocno sprzeciwia, to próby odgórnego sterowania wysokością płac i rodzajów umów o pracę. Uważa, że to powinno leżeć w gestii pracodawcy. Z czysto ekonomicznego i krótkookresowego punktu widzenia jest w tym trochę racji, jeśli uzna się, że jedynym kryterium oceny działalności firmy jest maksymalizacja zysku. Takie działanie ma sens także w przypadku konkurowania z Bangladeszem, czy Chinami (choć ostatnio coraz mniej, bo tam odgórnie podnoszą płace, by pobudzić popyt wewnętrzny).

Takie restrykcyjne podejście do płac jest pokłosiem doktryny ekonomicznej Balcerowicza uznającej, że podstawowym działaniem polskiej gospodarki przynoszącym rozwój, jest eksport. Szeroko skomentowałem ten pogląd w artykule pt. „Ratunek w eksporcie?” z czerwca 2012 r. (w tej chwili jest dostępny w internecie po wpisaniu w wyszukiwarce Google mojego imienia i nazwiska, jako przedruk na stronie Teresy Stachurskiej). Dziś przypomnę tylko, że prywatni eksporterzy konkurują niską ceną wynikającą z niskiej płacy, co przekłada się na słaby popyt wewnętrzny, niskie kwoty podatków i innych opłat od niskich płac a zyski idą na konto eksportera gdzieś w raju podatkowym. Przypominam, że udział płac w polskim PKB systematycznie spada, co negatywnie oddziaływuje na popyt wewnętrzny, a zatem na gospodarkę i budżet.

Jeśli chodzi o bożka zysku, to trzeba pamiętać że jeśli jeden zgarnie więcej, to drugiemu zostanie mniej. Jeśli to „więcej” jest wyłącznie na prywatnym koncie i takich „więcej” jest dużo, to w skali kraju powstaje znacząca nierównowaga – gdzieś na coś musi brakować, zwłaszcza jeśli trzeba dodatkowo płacić odsetki od lokat z tych zysków. A generalnie rzecz biorąc, to eksport musi być wbudowany w całościowe działania gospodarcze rynku wewnętrznego i jemu oraz społeczeństwu służyć. To znowu musi regulować państwo.

Ostatnia sprawa, do której chcę się odnieść, to stosunek do światowej finansjery.

Pan Balcerowicz swoje „ekonomiczne życie” rozpoczął w czasie, gdy zaczęła obowiązywać neoliberalna doktryna wymyślona i wprowadzona w życie przez „Chicago Boys”. Zachwycił się nią i pozostał jej wierny do dziś (szeroko ta doktrynę opisałem w artykule „Kryzys” w 2011 r. – dostępny w archiwum redakcji Biuletynu i moim. Doktryna ta przyniosła wiele złego światowej gospodarce, w tym polskiej, doprowadziła do kryzysów porównywalnych z kryzysem międzywojennym, a jednocześnie przyniosła niewiarygodnie wielkie zyski ludziom ze światowej finansjery. Profesor to akceptuje, bo przecież zysk jest najważniejszy. Nieprawda! Najważniejszy jest człowiek i jemu ma służyć gospodarka z ekonomią i polityką!

Postawa prof. Balcerowicza potwierdza w całej rozciągłości stwierdzenie pewnego ekonomicznego noblisty, że ekonomia jest zbyt poważną sprawą, by ją powierzać ekonomistom.

Pod naporem argumentów oraz cytowanych negatywnych opinii światowej sławy ekonomistów przez prowadzącą wywiad redaktor Aleksandrę Klich przyznał, że unormowanie tych problemów byłoby możliwe tylko przez jakiś światowy rząd, któremu wszyscy się podporządkują (znowu potrzebne jest działanie rządu!), ale na to się nie zanosi. I tu się z Profesorem zgadzam!

Obawiam się tylko, że jeśli nie uregulują tych spraw ludzie mający siłę argumentu, to zrobią to ludzie mający argument siły. Obym tego nie dożył.

Jerzy Chybiński


Źródłem obrazków w poście jest Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.