Szokujący sondaż

BIULETYN BEZ TYTUŁU NEWS

Na początku grudnia CBOS opublikował dość zaskakujące wyniki sondażu: aż 40% Polaków dopuszcza niedemokratyczne rządy w Polsce! 18% uważa, że demokracja to najlepszy ustrój, a 20% potwierdza to z dość dużym wahaniem. Tylko 13% nie dopuszcza rządów niedemokratycznych. Są to najgorsze wyniki od czasu, gdy bada się preferencje polityczne w Polsce. Mnie to niespecjalnie dziwi. Na taką postawę Polaków pracowały wszystkie rządy przez ostatnie 26 lat.
Neoliberalny kapitalizm wprowadzony w kraju przez rząd Tadeusza Mazowieckiego – a ściślej mówiąc – przez Leszka Balcerowicza i realizowany przez następne rządy, nigdy nie został zaakceptowany przez większość obywateli, bo profity zbierała elita polityczno-gospodarcza często nie stroniąc od nieuczciwości, afer i zwykłego złodziejstwa. Połowa Polaków, zdegustowana postawą polityków, od dawna nie głosuje, a druga połowa, rozczarowana rządami głosuje raz na lewicę, raz na prawicę w płonnej nadziei, że może będzie lepiej. Ostatnie dwukadencyjne rządy Platformy Obywatelskiej też rozczarowały. Wprawdzie rządowa propaganda przedstawiała minione osiem lat jako niebywały sukces gospodarczy, „zieloną wyspę” itp. ale ten sukces dotyczył tylko nielicznych. Podczas, gdy 10% bogatych Polaków posiada 40% majątku, 20% biednych posiada tylko 1%. Dochody 80% społeczeństwa z ledwością wystarczają na pokrycie bieżących wydatków i nie mają oni żadnych oszczędności, a ponad dwa miliony ma długi, z czego zdecydowana większość to kredyty konsumpcyjne (by związać przysłowiowy koniec z końcem). Ponad dwa
miliony wyemigrowało „za chlebem” a około 10% nie ma pracy. Na t.zw. śmieciowych umowach o pracę zatrudnionych jest ponad milion osób, a większość z nich zarabia mniej niż obowiązująca płaca minimalna i nie ma szans na mieszkanie i założenie rodziny. Systematycznie pogarsza się dostęp do służby zdrowia, coraz mniej wydolne jest sądownictwo, fatalne w odbiorze społecznym a tolerowane przez władze bezprawne przejmowanie kamienic i wyrzucanie mieszkańców na bruk, bezzasadne zajęcia komornicze – tak w telegraficznym skrócie wygląda rzeczywistość, w której żyje większość Polaków. W Biuletynie piszemy o tym od lat.
W mijającym roku mieliśmy wybory prezydenta i do parlamentu. Powyższe tematy są wymarzone przed wyborami dla partii lewicowych, bo są nośne społecznie, ale i SLD, i Twój Ruch bardziej były zainteresowane targami o miejsca na listach wyborczych i o warunki zawarcia koalicji, a gdy te sprawy dograno, nie starczyło czasu na opracowanie nośnego programu i dotarcie z nim do wyborców. Nikt nie chciał skorzystać z gotowych tekstów Biuletynu – chyba że PiS z nich korzystał, bo – pomimo że prawicowy – opracował bardzo lewicowy program wyborczy i zdobył samodzielną większość w parlamencie. Przybliżam te sprawy dlatego, że są one podłożem antydemokratycznych postaw części Polaków, o których mówi sondaż CBOS cytowany na początku artykułu.
Po przemianie ustrojowej wszystkie rządy uznały, że najważniejszym celem ich działania jest wzrost PKB, stworzenie warunków dla maksymalizacji zysków już w większości prywatnych przedsiębiorstw – przede wszystkim poprzez minimalizację kosztów płacowych, a troska o sprawy pracownicze i socjalne była uważana za tani populizm. Pracownicy zapracowani ponad ustawowy czas pracy, zabiegani o sprawy bytowe i borykający się z biedą nie mają ani czasu, ani ochoty na działalność polityczną czy społeczną. Spowodowało to atomizację społeczeństwa i zanik kapitału społecznego, niezbędnego dla prawidłowego funkcjonowania każdej wspólnoty. Jedyna możliwość wpływania na jej działanie to wybory. W czasach PRL ten wpływ był ułudą, ale i w wywalczonej demokracji ten wpływ, ograniczony do wyborów, też okazał się niewielki. Klasa polityczna po wyborach dość szybko traciła więź z wyborcami, wiedziała wszystko najlepiej a nawet pogardzała społeczeństwem (np. „ciemny lud to kupi”).
Polska demokracja jest bardzo młoda i nieukształtowana. W Europie zachodniej teoria i praktyka państwowotwórcza postfeudalna czyli republikańska czy obywatelska – nie licząc starożytnej – została zapoczątkowana prawie trzysta lat temu. Żyjący w XVII w. w Anglii John Locke, teoretyk i praktyk państwowości, przekonywał, że państwo jest wspólnotą społeczeństwa, ale poczucie wspólnoty jest zależne od rzeczywistego wpływu na rządy. Brak tego wpływu alienuje członków społeczeństwa i osłabia wspólnotę, zachęcając władzę do despotycznych działań dla jej wzmocnienia. Twierdził że społeczeństwo jest suwerenem i tworem pierwotnym w stosunku do państwa oraz władzy państwowej. Nieco później myśli te rozwinął G. Hegel i ukształtował pojęcie społeczeństwa obywatelskiego. Zasady takiego społeczeństwa starają się stosować kraje o najwyższym rozwoju cywilizacyjnym. W latach dziewięćdziesiątych ub.w. Polska dołączyła do grona takich państw uchwalając Konstytucję zatwierdzoną w ogólnonarodowym referendum przez suwerena, jakim jest społeczeństwo.
Niestety, praktyka pokazuje, że dobra Konstytucja i demokratyczne zasady to za mało. Zła praktyka sprawowania władzy i w praktyce ograniczenie wpływu wspólnoty na władzę w znacznej części Polaków ugruntowało przekonanie, że tylko twarde rządy mogą ukrócić wszechwładzę „politykierów” i tych wszystkich, którzy są odpowiedzialni za nie najlepszą kondycję większości naszego społeczeństwa, a także zmienić prawo przez nich stworzone, „bo blokuje zmiany”. PiS obiecał taką „dobrą zmianę”, ale dotychczasowe jego działania na to nie wskazują, zwłaszcza że większość ekonomicznych problemów można rozwiązać wyłącznie we współdziałaniu z Unią Europejską, w której nowe prądy ekonomiczne dają nadzieję na odsunięcie teorii neoliberalnej – głównej przyczyny ekonomicznych kłopotów świata zachodniego, a Jarosław Kaczyński i jego „dwór” są eurosceptykami. Także uleganie dyktatowi kościoła katolickiego nie rokuje najlepiej bo jest on największym „hamulcowym” wszelkiego postępu, a jego poglądy i dążenia polityczne są bliższe średniowieczu.
A co na to lewica? Jak na razie zajęta jest sobą. Pewnie znowu za późno będzie gotowa do działania. Nie wiem nawet, czy Zjednoczona Lewica jeszcze istnieje, bo Palikot stwierdził, że porozumienie koalicyjne skończyło się w dniu wyborów. Jeśli to prawda, to pewnie zjednoczy się znowu na miesiąc przed kolejnymi wyborami.
Obym się mylił.
Jerzy Chybiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.