CD chorej Służby Zdrowia

BIULETYN BEZ TYTUŁU NEWS

C.D. chorej Służby Zdrowia

We wrześniu przedstawiłem najważniejsze – moim zdaniem – mankamenty i problemy Służby Zdrowia poza największym problemem, czyli niedofinansowaniem, ale ten problem dotyka wszystkich dziedzin życia gospodarczego i społecznego omijając jedynie kościół i beneficjentów aktualnie wygrywanych wyborów. Dziś chciałbym przedstawić moje przemyślenia o sposobach poprawy możliwych do wdrożenia przy obecnym poziomie finansowania.

1. Rejestracja pacjentów w przychodniach:

Panie w rejestracji mogą rejestrować pacjentów wyłącznie do lekarza pierwszego kontaktu i dopiero ten lekarz może wystawić skierowanie do specjalisty, czyli jeden przypadek angażuje dwóch lekarzy. Np. jeśli przyjdzie pacjentka z nabrzmiałym i obolałym haluksem i oczywista jest interwencja chirurga, to i tak musi angażować czas lekarza pierwszego kontaktu, który z tego powodu przyjmie o jednego pacjenta mniej. Pacjent z problemami słuchu też nie może iść od razu do laryngologa. Podobnie pacjent niedowidzący nie może od razu iść do okulisty. Takich oczywistych przypadków jest bardzo dużo i dlatego odpowiednio bardzo dużo pacjentów ze zwykłymi problemami internistycznymi nie może dostać się do lekarza. Przed reformami Służby Zdrowia w średnich szkołach medycznych kształcono m.in. rejestratorki medyczne, które potem w przychodniach umiały i miały obowiązek kierować pacjentów od razu do odpowiedniego lekarza. Komu i dlaczego to przeszkadzało?

2. Przepełnione SOR-y (Szpitalne Oddziały Ratunkowe):

W przychodniach można rejestrować się telefonicznie, lecz wtedy termin wizyty jest wyznaczany tydzień lub więcej dni naprzód. Połowa miejsc do lekarza jest zabezpieczana dla pacjentów z kolejki a druga dla „telefonicznych” i rejestrujących się po wyczerpaniu tych miejsc „z kolejki”. Jak ktoś ma grypę i 39 stopni gorączki to musi stanąć pod przychodnią, bez dachu nad głową i miejsca do siedzenia, o 5 rano bez względu na pogodę i porę roku, by się dostać – lub nie – do lekarza, co tylko pogorszy stan jego zdrowia. Wprawdzie mógłby się sam leczyć, ale przecież potrzebuje zwolnienie lekarskie do pracy. Jedyne rozsądne wyjście to właśnie SOR, gdzie jest ciepło i jest gdzie usiąść. Proponowane przez ministra Radziwiłła całodobowe sobotnio-niedzielne punkty przyjęć problemu nie rozwiążą, bo choroby i inne przypadki medyczne nie dostosują się do wyznaczonych dni. Problem wynika z niewydolności podstawowej opieki medycznej m.in. z powodu przedstawionego w punkcie 1.

3. Wycena i limitowanie świadczeń oraz rachunek ekonomiczny:

Ustanowienie wyceny poszczególnych procedur i świadczeń medycznych siłą rzeczy wymusza na szpitalach wykonywanie tych najdroższych świadczeń a te tańsze są odsuwane „na później”. Na później są też przesuwane przypadki nie wymagające natychmiastowej interwencji bo rachunek ekonomiczny wskazuje, że więcej pieniędzy dostanie szpital wtedy, gdy już trzeba będzie ratować życie pacjentowi. Najtańsza, ale i najskuteczniejsza w utrzymaniu zdrowia Polaków jest profilaktyka, ale gdyby tym kierowała się służba zdrowia, to w dzisiejszym systemie organizacyjnym i finansowym legła by w gruzach. Mam wśród bliższej i dalszej rodziny oraz znajomych kilka osób pracujących w szpitalach i przychodniach, którzy stają przed dylematem: leczyć dobrze, tanio i szybko narażając szpital na straty, czy kierować się ekonomią. Starają się iść na jakiś kompromis.

4. Furtka dla bogatych pacjentów:

W prywatyzacyjnym szale wszystkiego co się da, sprywatyzowano także część szpitali, powstały prywatne – mniejsze lub większe – „kliniki” i przychodnie, które otrzymały finansowanie z NFZ, ale mają swój wewnętrzny regulamin oraz jakąś część „mocy przerobowych” przeznaczoną na cele komercyjne. Tam jak ma się odpowiednio dużo pieniędzy, nie czeka się miesiącami na leczenie. Tam wszystko jest od razu lub prawie od razu, bo stać ich na to, by w razie spiętrzenia zadań, opłacić dodatkową pomoc lekarzy ze społecznej służby zdrowia. Jak ktoś biedny (większość Polaków), to nie ma po co tam iść. Wprawdzie zamożni utyskują, że muszą płacić składki na służbę zdrowia, z której nie korzystają i w związku z tym za leczenie płacą podwójnie, ale innego wyjścia nie mają. Takie komercyjne miejsca są również w sanatoriach. Za pieniądze można dostać się na najbliższy turnus, a z NFZ czeka się 2,5 roku. Najczęściej do tego czasu pacjent jakoś tam się wyleczy (lub umrze) i do sanatorium jedzie praktycznie na darmowe wczasy.

5. Niedobór lekarzy i pielęgniarek:

Nie mam wiedzy, ile Polska kształci lekarzy i pielęgniarek. Podejrzewam, że nie mniej niż np. 30 lat temu. Wiem natomiast, że bardzo dużo ich pracuje za granicami kraju w państwach od nas bogatszych za znacznie większą pensję, w mniejszym stresie, w lepszej organizacji i nie myślą wracać do kraju. U nas duża część lekarzy przystosowała się do istniejącej sytuacji i potrafi zarabiać po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie ale ci, którzy pracują tylko na państwowych etatach i dyżurach, nie mają satysfakcji z osiągniętego poziomu dochodów, zwłaszcza w porównaniu do tych „zagranicznych” czy „prywaciarzy”. Niskie płace są powodem trwającego właśnie strajku lekarzy-rezydentów, którzy zarabiają naprawdę bardzo mało, Mniej niż zarabia się w zawodach robotniczych. Jest to efekt trwającego prawie 30 lat rozwarstwiania dochodów: nieliczni maja bardzo dużo kosztem bardzo licznej biednej reszty. Od lat o tym piszę tłumacząc, że to prowadzi do poważnych zaburzeń w należytym funkcjonowaniu całego państwa i nie pozwala rozwijać się w możliwym do osiągnięcia tempie. Zwłaszcza w służbie zdrowia i w nauce akademickiej. Bardzo trafnie ocenił sytuację zdrowotną .jeden z internautów. Oto jego komentarz do artykułu o protestach lekarzy-rezydentów, zamieszczonego w Onet dn. 8.10.br.

Takiej śmiertelności nie było w całej „wolnej Polsce” czyli od prawie 30 lat!!!!
Z przedstawionych przez GUS danych wynika, że w styczniu 2016 łączna liczba zgonów sięgnęła 33 tys. To dużo, ale jeszcze gorzej było rok później. W styczniu 2017 r. zmarło aż 44 tys. 400 osób. To aż o 35 proc. więcej! Łącznie w pierwszym półroczu 2017 r liczba zgonów zwiększyła się o 7 proc w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej. Nie mają pieniędzy dla początkujących lekarzy, dla pielęgniarek, na leki onkologiczne, na skrócenie kolejek w szpitalach ale mają na limuzyny w cenie 2,5 mln za szt, na luksusowe samoloty dla kacyków rządowych, na gebelsowską propagandę, na szemrane fundacje, dla Rydzyka, dla misiewiczów, dla wdów i ekspertów Smoleńskich, na miesięcznice i inne sp
ędy propagandowe, na przeloty wojskowymi samolotami w prywatnych celach itp itp itd. Trudno nie przyznać mu racji.

6. Brak formalno-prawnej i finansowej odpowiedzialności za całokształt działalności prozdrowotnej

W naszym kraju tak zwane chorobowe (od kilku lat powyżej 30 dni) oraz renty chorobowe wypłaca ZUS, który nie ma najmniejszego wpływu na jakość i skuteczność leczenia, a ponosi koszty finansowe. Uważam, że powinien płacić ten co leczy (lub nie leczy), czyli służba zdrowia. Społeczeństwo płaci składkę zdrowotną do ZUS, który z leczeniem nie ma nic wspólnego. Te pieniądze powinny trafiać do służby zdrowia. Każdy lekarz, każda przychodnia i każdy szpital wiedziałby ile kosztuje każdy błąd, każde zaniedbanie, każde zaniechanie. Pieniądze przeznaczone na płace proponuję podzielić na dwie części: jedną na stałą pensję a drugą na chorobowe i renty. Im lepiej i skuteczniej będzie się leczyć, tym mniej się wyda z tej drugiej części. Po zbilansowaniu roku nadwyżkę należałoby wypłacić jako premie za dobrą pracę. Wtedy oczywistością byłoby że zapobieganie czyli profilaktyka oraz jak najszybsze i skuteczne leczenie będzie najbardziej opłacalne dla wszystkich pracowników białego personelu. Jedynie słuszną i sensowną oceną pracy służby zdrowia byłby stan zdrowia Polaków. Moja propozycja pozwoli na finansową wycenę tej pracy. Wszystkie wyceny procedur i świadczeń medycznych można będzie wyrzucić do kosza, bo najważniejsze będzie zdrowie pacjenta. Oczywiście potrzebna będzie kontrola, by nikt nie odsyłał niedoleczonego pacjenta do domu jako zdrowego, bo po blisko 30 latach dzikiego kapitalizmu z moralnością niektórych lekarzy może być podobnie jak z moralnością niektórych prawników, pracodawców i ludzi innych profesji. Uważam też że należy zlikwidować zbiurokratyzowany i kosztowny NFZ i wprowadzić hierarchiczną strukturę organizacyjną od ministra poczynając i w dół poprzez władze terenowe, na dyrektorach placówek kończąc. Samorządy lekarskie byłyby oczywistością.

Ciekaw jestem bardzo opinii i uwag czytelników. Może uda się wypracować lepszą propozycję rozwiązań do wprowadzenia w życie.

Jerzy Chybiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *