Religia. Największy kit świata?

Do napisania tego pseudonaukowego artykułu skłoniła mnie przeczytana książka pt. „Prawda. Krótka historia wciskania kitu” Toma Phillipsa. Książka genialna, pokazująca łatwowierność ludzi, oraz umiejętność wykorzystywania jej przez jednostki, lub grupy, dla zysku bądź rozgłosu.

Chcesz się dowiedzieć jak wanna z USA stała się globalnym „fake newsem” cytowanym przez największe opiniotwórcze gazety nawet 100 lat po tym jak autor żartu przyznał się do jego spłodzenia? To ta książka jest zdecydowanie dla Ciebie. Jest tam taka ilość nonsensów, jak na przykład wyekspediowanie rodaków do nieistniejącego kraju, gdzie 80% kolonizatorów zmarło, Ci co przeżyli nadal bronili oszusta. Nie chcieli przyjąć do wiadomości, że mogli zostać oszukani.

Fascynujący jest rozdział o narodzinach prasy, gdzie wyssane z palca wiadomości, stawały się faktem z powodu ilości przedruków oraz zmian. Zabawa w głuchy telefon na całego. Jak już wspominałem książka fascynująca, ukazująca ludzką głupotę, czy raczej zwykłą chciwość wykorzystywaną umiejętnie przez szukających zysku, wpływów ludzi.

Przytoczę jeden cytat z tej książki – choć niedosłownie: „Prawda jest nudna. Kłamstwo jest bardziej fascynujące”. Łamiąc pewne reguły – opisane zresztą w książce – od razu powiem, że dalsza część, a w zasadzie jego główna puenta, jest wyssana z palca. Ale, biorąc logikę za wzorzec, oraz znając zasady kłamstwa opisane w książce – poniższa hipoteza w cale nie musi być błędna.

A więc, religia to największy kit świata.

Przyznam się szczerze. Nie mam czasu chodzić po czytelniach – co było by trudne w czasach koronowiursa – a także przeczesywać internetu. Poza tym nie jestem tak wszechstronnie wykształcony jak Tom Phillips.  Powołam się na Wikipedię, skoro ilość błędów pomiędzy Encyklopedią Britannica, a  Wikipedią była na takim samym poziomie. Przedstawię skrót artykułu, ale kto chętny może użyć tego linka, aby zapoznać się z całością.

Nie mam zamiaru też obrażać ludzi wierzących. Kto chce wierzyć w boga – o ile nie każe on w jego mniemaniu i interpretacji prześladować, czy mordować innych – ten niech wierzy. Mi nic do tego. Każdy jest kowalem swojego losu. Ma prawo robić wszystko w granicach przyzwoitości, oraz to co nie jest zakazane prawem stanowionym.

Co śmieszne – z racji wychowania w katolickiej tradycji, gdzie opór do PRL oznaczał bycie bardzo katolickim w latach 80 XX w., byłem przez rodziców zmuszany do celebrowania katolicyzmu. Także serce, nadal mówi mi że bóg istnieje i steruje moim życiem (sic!). Podczas gdy dzięki powszechnej edukacji – a szczególnie tej uniwersyteckiej – mój rozum odkrył, że religia może być bujdą na resorach. To na uniwersytecie – choć nie ukrywam też roli ojca, który kazał mi samemu znajdować potrzebne informacje – dowiedziałem się, że warto podważać pewne dogmaty. Rozum wygrywa nad sercem, mówiąc, że wszystko powinno być udowodnione naukowo. Jeżeli nie jest, to jest tylko teorią. Tak stałem się antyklerykałem i chyba ateistą. Agnostykiem na pewno.

W książce Toma Philippsa „Prawda. Krótka historia wciskania kitu” rola nauki została opisana w bardzo pouczający sposób. Mianowicie badacz stawia sobie hipotezę, po czym na różne sposoby próbuje ją obalić. Gdy już zrezygnowany poddaje się, idzie do innych naukowców, teraz to oni poddają w wątpliwość teorię badacza. Gdy już nikt nie wie jak obalić teorię, staje się ona obowiązującym prawem. Po jakiś 20 latach! Notabene prawem, które może zostać obalone przez dalszy rozwój nauki – to już wzmianka ode mnie.

Początkowo zadałem sobie pytanie: „Skąd do licha wzięła się religia?”. Do głowy przychodziły mi dwa rozwiązania. Kosmici – jakże dokładnie opisani w Biblii w księdze Ezechiela, oraz niezrozumiałe warunki pogodowe/przyrodnicze przez człowieka pierwotnego. Kosmici jeszcze nie zostali udowodnieni naukowo, a różne rachunki prawdopodobieństwa mówią, że możemy być jedną z miliona ras we wszechświecie, albo wręcz tylko jedną, z racji złożenia się skompilowanych warunków w jednym momencie, akurat w jednym miejscu. Generalnie szanse, że te wszystkie warunki zostały powtórzone idealnie tak samo w jednym i innym miejscu są bliskie zera. Tak czy inaczej, niezrozumiałe  gwałtowne warunki pogodowe były moim typem do wczoraj. Odkąd skończyłem czytać książkę Toma Philippsa „Prawda. Krótka historia wciskania kitu”. No dobra – zostało mi jeszcze 90 stron – mam nadzieję, że nie będzie tam nic o religii!? Zresztą dziwę się, że autor tak dobrze wykształcony, jak na razie pominął wątek religii?

Zauważyliście jedną zasadniczą rzecz? Od erectusa po neandertalczyka nie pozostały nam żadne ślady wiary? Nie ma nic! Zostały kości, narzędzia, rysunki ale nic o wierzeniach. Wikipedia w swym artykule – nadmienię dobrym, z dużą ilością szczegółów – stawia hipotezę, że rysunki naskalne zwierząt i ludzi mogą być przykładem wierzeń. Ma to oczywiście sens, ale patrząc jak nasz gatunek ludzki wielbi bóstwa przez złoto, kaplice i inne gmaszyska, to zachowanie ludzi pierwotnych trochę odstępuje od normy? Cztery poprzednie gatunki człowieka nie wiedziały co to religia, a my nagle budujemy sanktuarium w Licheniu? Dziwne prawda? Dedukuję, że rysunki ludzi pierwotnych mogą przedstawiać tylko i wyłącznie życie codzienne naszych ludzkich przodków. U nas sztuka też nie służy tylko do wielbienia boga, prawda? Wiec nie ma podstaw sądzić, że artystycznie nastawiony homo erectus nie namalował swojego syna polującego na mamuta? Dodam także, już wtedy dochodziło do nagłych kataklizmów, więc gdyby ludzie pierwotni byliby religijni to uwieczniliby to na swoich skalnych obrazach jako gniew boży?

W innym akapicie Wikipedia podaje przykład jakieś figurki – snując może i słuszną teorię – że to kult Wenus. Ale równie dobrze, jakiś neandertalczyk siedział w jaskini i się nudził? Zauważył w kawałku kamienia kobiece kształty, i odpowiednio wyeksponował je? Niechaj pierwszy rzuci kamieniem jakiś homo sapiens, który z nudów robił różne dziwne rzeczy – łącznie z rzeźbieniem w kamieniu? Moja teoria jest o tyle logiczna, że w czasach człowieka pierwotnego nie było telewizji, ani internetu, więc jest całkiem prawdopodobne że dla zabicia czasu wymyślał on sobie różne inicjatywy?

Wikipedia podaje też, że niektóre z jaskiń, gdzie znajdują się malowidła ludzi pierwotnych leżą w bardzo trudno dostępnych miejscach. Obecnie trzeba być płetwonurkiem, aby się do nich dostać, przebywając 450 metrów od wrót jaskini. Dodatkowo, poza odległością, za religijną funkcją jaskiń z malowidłami przemawia fakt, że były one bardzo małe – nie były w stanie pomieścić dużo osób. Przemawia do mnie ta hipoteza. Ale znów, gdy wyobrazimy sobie ile niebezpieczeństw czekało na człowieka pierwotnego poza jaskinią, możemy sobie wyobrazić że sami siedzimy 450 metrów od wejścia w małej klitce. Dziś tzw. prepersi budują schrony z pełnym wyżywieniem na kilka miesięcy w celu ochrony, a co dopiero miał powiedzieć człowiek pierwotny? Poza tym, gdyby prepers był odseparowany od telewizji, internetu i innych aspektów życia współczesnego, to pewnie też zacząłby malować po ścianach po paru miesiącach?

W związku z powyższym jestem sobie w stanie wyobrazić, że religia to wymysł homo sapiens. Wikipedia donosi, że prawdopodobnie pierwsze wierzenia były związane z ogniem. Słusznie i logicznie. Ale z drugiej strony po lekturze książki „Prawda. Krótka historia wciskania kitu” jestem w stanie sobie wyobrazić, że jakiś cwaniak, gdy nauczył się rozpalać ogień, dodał do tego filozofię, że został naznaczony przez boga. Cel oczywiście był jeden, sterowanie innymi.

Ale ta sama Wikipedia donosi, że prawdziwym impulsem rozwoju religii było wynalezienie pisma jakieś 3300 lat p.n.e. W tym momencie odsyłam do rozdziałów „Stare fake newsy”oraz „Epoka dezinformacji” książki Toma Phillipsa. To właśnie tam autor podaje przykłady jak druk pierwszej prasy wykorzystywany był do poszerzania wpływów, bogacenia się, czy eliminowania konkurencji. Nieważne, że informacje nie były prawdziwe. Liczył się cel. Kłamstwa były tyle razy powielane, bez weryfikacji, dodatkowo zmieniane według własnego widzimisię, że stawały się faktem. Nikomu nie chciało się ustalać prawdy. Co więcej, było to niewykonalne.

Nie wierzę, że natura ludzka zmieniała się drastycznie od czasu wynalezienia pisma. Ludzie w większości są egoistami, a różne prawa jasno potwierdzają tezę, że człowiek współczesny w pierwszej kolejności zadba o siebie i najbliższych.

Ponownie jestem w stanie sobie wyobrazić jakiegoś faceta, który wymawia innym, że ma kontakt z tym co jest nieosiągalne. Jest czystym duchem. Nieskazitelna mocą, czystą siłą. Znajduje bandę naiwniaków. Jeden z nich potrafi pisać. Tabliczka z zapisem powołania nowego kapłana trafia do innej osady, miasta. Tam wiadomość jest kopiowana. Co gorsza wiadomość może być zasłyszana, ale jak to już zostało napisane wcześniej „kłamstwo jest bardziej czarujące. Prawda jest nudna”. Dziennikarz ery przed Chrystusem ubarwia przekaz, wszak nie zna szczegółów, wiec musi dodać coś od siebie. Oryginalny kapłan znajduje naśladowców, czujących pismo nosem. Religa daje przewagę. Ludzie słuchają się religii, a przede wszystkim ich kapłanów. Nie twierdzę, że to trwało 10 lat. Na pewno setki, jeżeli nie tysiąc. Ale tak mogło być?

Dlaczego tak uważam? Ostatnie wystąpienia  boga – raczej nie do zweryfikowania – to rozstąpienie się bodajże morza Czerwonego? Trochę minęło od tego czasu. Do dziś żadne bóstwo się nie ujawniło. Nasz świat pędzi do przodu. Sięgamy coraz dalej i głębiej. Dowodów religii na razie brak. Brak nawet poszlak.

Dlatego coraz bardziej jestem przekonany, że religia to największy kit świata. Kit, który żyje własnym życiem, tak jak zostało to opisane w książce „Prawda. Krótka historia wciskania kitu” Toma Phillipsa.


Źródłem obrazków w poście jest Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.