Chrońmy braci mniejszych

Jarosław Kaczyński zarządził, a Sejm uchwalił zmiany w ustawie o ochronie zwierząt. Zmiany te mają znacząco poprawić los „braci mniejszych”. Nowe prawo poparła także „totalna” opozycja, co mnie trochę zaskoczyło, a nie poparły prawicowe przystawki Ziobry i Gowina, co mnie wcale nie zdziwiło, bo brak szacunku dla życia innego niż narodowo-katolickie jest dla nich największą „wartością”. Ja tą ustawę gorąco popieram, bo wiem, że zwierzęta mają rozum i potrafią myśleć, mają uczucia i potrafią kochać, ale też i nienawidzić. Miałem z nimi do czynienia od dzieciństwa (koty i psy), z zamiłowaniem oglądam programy przyrodnicze o zwierzętach, a i sam miałem zaskakująco miłe korelacje nie tylko z obcymi psami czy kotami, ale także z dziko żyjącym lisem. Otóż po przejściu na emeryturę (bardzo niską) dorabiałem do niej jako pracownik ochrony. Miejscem pracy był obiekt na peryferiach Wrocławia, blisko rzeki Widawy i okalających ją lasów. Pewnej nocy zauważyłem na posesji lisa, który wyraźnie rozpoznawał nowy teren. Stałem w znacznej odległości od niego i on mnie widział, ale nie bardzo wiedział, czy uciekać, czy może zostać. Pomachałem mu ręka i usiadłem, by nie czuł się zagrożony. Jednak nieufność zwyciężyła i pomału opuścił teren. Po kilku dniach ponownie zjawił się na posesji i na mój widok utrzymywał bezpieczna odległość, ale nie uciekał, Chyba dobrze zrozumiał moje przyjazne gesty, bo z czasem stał się „conocnym” gościem, poruszał się coraz swobodniej i nie okazywał zaniepokojenia moją obecnością. Którejś nocy podszedł śmiało w moją stronę na około pięć metrów i położył przede mną coś, co miał w pysku, wycofał się parę metrów i usiadł. Podszedłem zobaczyć, co on mi podarował i zobaczyłem martwego, upolowanego przez niego kreta. To dzikie zwierzę w jakże ludzki sposób okazało swoją wdzięczność za moją sympatię do niego! Przyznam, że zupełnie nie wiedziałem, jak mam się zachować. Ten lis pewnie oczekiwał, że z wdzięcznością zjem ten jego dar płynący z głębi serca, a ja tylko kucnąłem i pomachałem mu przyjaźnie ręką. Lis jeszcze chwilę posiedział i sobie poszedł. Niedługo potem pojawił się ze swoja partnerką i wesoło hasali na trawniku nie przejmując się moją obecnością. Niestety, jakiś czas potem został zabity, gdy usiłował upolować kurę na nieodległej posesji, a jej partnerkę rozjechał samochód, gdy rozpaczliwie szukała partnera biegając po okolicy. Te wydarzenia na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

Z oglądanych programów przyrodniczych najbardziej utkwił mi w pamięci film nakręcony przez pracownika afrykańskiego schroniska dla dzikich zwierząt. Wraz ze współpracownikiem szedł do pracy i będąc już niedaleko furtki zobaczył lwa biegnącego w ich stronę. Kolega rzucił się do furtki, ale nie zdążył. Lew go dopadł. I stało się coś nieprawdopodobnego, co ten pracownik dość przytomnie nagrał swoją komórką. Lew wspiął się na tylne łapy, przednie położył na ramionach mężczyzny opartego o druciany płot i zaczął go lizać po całej głowie pokazując mową ciała swoją wielką radość. Chwilę jeszcze połasił się – jak to kot – do człowieka i spokojnie się oddalił. Ten pracownik domyślił się, że jest to ten lew, którym opiekował się siedem lat wcześniej, gdy ten, jako młodziutkie kocię stracił matkę, a gdy dorósł, został wypuszczony na wolność. To dzikie, groźne zwierzę przez tyle lat pamiętało swojego opiekuna i po latach okazało mu swoją wdzięczność i miłość. Jakież to ludzkie uczucia wyższe, do których wiele ludzi nie jest zdolnych.

Około trzydzieści lat temu miałem punktowy ból barku nieskutecznie leczony przez lekarzy. Miałem wtedy ukochaną i kochającą suczkę. Kiedy tylko się położyłem, wskakiwała i kładła mi mordkę na bolące miejsce. Domyśliłem się, że wyczuwa ona moje chore ramię i ciepłem swojego ciała chce mi jakoś pomóc. Sposób okazał się skuteczny, bo po tygodniu wygrzewania ból ustąpił. Gdy powiedziałem o tym lekarce, zaskoczyła że było to zapalenie przyczepu ścięgna a nie ból reumatyczny i dlatego jej leczenie było nieskuteczne. Pies wiedział lepiej od lekarza!

Niedawno oglądałem w telewizji film o przyjaźni osiołka i owieczki w amerykańskim schronisku dla zwierząt. Zwierzęta wszędzie chodziły razem i tuliły się do siebie okazując sobie czułość i bliskość. Z różnych powodów osiołka oddano na farmę odległą o czterysta kilometrów. Owieczka popadła w odrętwienie, nie chciała jeść i leżała smutna w kąciku obórki. Opiekunom żal się zrobiło owieczki i pojechali po osiołka. Radość obydwu zwierząt z ponownego spotkania była ogromna! Jakże to ludzkie! Okazuje się, że nie tylko ludzkie! Zwierzęta też mają uczucia wyższe, tylko ludziom wydaje się, że są „koroną stworzenia”, bo tak kościół mówi. To nieprawda! Przypomniałem sobie właśnie inny reportaż o czteroletniej afrykańskiej dziewczynce zaprzyjaźnionej z dziko żyjącym gepardem i ich radosne harce w buszu koło domu.

Podałem tylko kilka przykładów pokazujących że zwierzęta mają takie same uczucia wyższe jak ludzie, tylko my nie rozumiemy ich mowy ciała. Domowe zwierzęta doskonale rozumieją ludzką mowę, ale nie mając aparatu mowy, nie są wstanie z nami rozmawiać po ludzku. Ciekawe, co by nam powiedzieli, gdyby mogli.

Rzadko zgadzam się z Jarosławem Kaczyńskim w jego decyzjach, ale za tą ustawę o ochronie zwierząt jestem mu wdzięczny, a „wszyscy dobrzy ludzie powinni ją poprzeć”.

Jerzy Chybiński


Źródłem obrazków w poście jest Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.