Lex Szarlatan
Kolejny spór między rządem a prezydentem, dotyczący pozamedycznych i paramedycznych działań sporej grupy osób, znowu dzieli Polaków. Działanie Rady Ministrów, by ten problem rozwiązać jest słuszne, ale zagraża przysłowiowym wylaniem dziecka z kąpielą. Kontra Nawrockiego grozi tym samym. Moim zdaniem aby rozwiązać problem, należy sięgnąć do źródeł jego powstania. Otóż w dalekiej przeszłości nie było powszechnej medycyny, a ówcześni medycy leczyli (rzadko skutecznie) tylko najbogatszych. Zdecydowana większość społeczeństw skazana była na samodzielne leczenie ziołami, lub przez znachorów – także ziołami. Polska międzywojenna (z powodu panującej biedy) też tak miała. Wraz z rozwojem nauki rozwijała się także naukowa medycyna, która wcześniejsze metody leczenia uznała za znachorstwo i ciemnotę i propagowała medycynę naukową. Jednak w pamięci społecznej zachowały się zielarskie metody leczenia, które bardzo często były i tanie i skuteczne. Wykorzystują to osoby nieuczciwe, bez żadnej wiedzy tak medycznej, jak i zielarskiej, by zbijać pieniądze od łatwowiernych naiwnych. Także kościół katolicki zarabia na „wypędzaniu złego ducha” – egzorcyzmy – z osób potrzebujących pomocy psychologicznej. Takie praktyki słusznie powinny być zabronione. Ale czy ziołolecznictwo też ma paść ofiarą tych zakazów?
Dość dawno temu czytałem w popularnonaukowym czasopiśmie, że około 75% leków jest tworzonych w oparciu związki chemiczne roślin, 20% to wyciągi z roślin, a 5% to czysta chemia. Podejrzewam że dzisiaj te proporcje wyglądają inaczej z korzyścią dla czystej chemii. Uważam tak z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że światowe firmy farmaceutyczne osiągają najwyższe zyski w historii, a drugi to ten że leczenie nawet prostych przypadków wymaga coraz dłuższej i coraz droższej kuracji. Twierdzę tak na podstawie własnych doświadczeń, o których poniżej.
W młodości kilka razy chorowałem na anginę leczoną przez lekarza antybiotykami. Moja matka (pamiętająca międzywojnie)zaproponowała mi kurację naparem z babki zwyczajnej i kwiatu rumianku. Po kilku dniach z migdałów wysunęły się maleńkie czopki ropne i więcej na anginę nie chorowałem. W latach osiemdziesiątych ub. w. pracowałem w kadrach Zespołu Opieki Zdrowotnej. Któregoś razu przełożona pielęgniarek przyniosła kolejne zwolnienie na anginę, skarżąc się na dolegliwe i długie leczenie antybiotykami. Zaproponowałem jej kurację mojej mamy. Po jakimś czasie przyniosła mi z podziękowaniami pyszne ciasto własnej roboty, a za dwa miesiące lekarz internista drugiego stopnia z tejże przychodni gorąco mi dziękował za wyleczenie z uporczywych angin. Kilka lat później krewna – studentka czwartego roku architektury, jako bardzo dobra studentka, dostała roczne stypendium do Włoch, ale powiedziała mi, że nie pojedzie, bo często choruje na anginę, a tam nie będzie miała ubezpieczenia. To był kwiecień. Zaproponowałem jej moją kurację. Jesienią pojechała do Włoch. Dziś ma 45 lat i na anginę od tamtego czasu nie choruje.
Medycyna twierdzi, że na wirusy nie ma lekarstwa i infekcje leczy się wspomagająco. Ja mam na koncie szybkie (cztery dni) i skuteczne wyleczenie czterech rodzajów wirusów. Grypę moich dzieci skutecznie wyleczyłem naparem z kwiatów bzu czarnego (krzew z wartościowymi czarnymi owocami), a sam po raz pierwszy grypą zaraziłem się od żony, którą przywieziono ze szpitala z grypą i musiałem się nią opiekować. Oczywiście kuracja naparem z kwiatu bzu czarnego i na piąty dzień nie było śladu po grypie. Drugi wirus to infekcja górnych dróg oddechowych mojej żony po gastroskopii i ja też się zaraziłem. Mimo że to był grudzień, nie była to grypa, bo przebieg był bezgorączkowy. Na piąty dzień kuracji naparem z bzu czarnego po infekcji nie było śladu. Przy okazji wyleczyłem się z wędrujących bólów stawowych, bezskutecznie przez prawie trzy lata leczonych przez lekarzy środkami przeciwbólowymi i przeciwzapalnymi. W specjalistycznej książce wyczytałem, że takie bóle to bardzo rzadka infekcja wirusowa podczas operacji w szpitalu. Skojarzyłem, że miesiąc przed tymi bólami miałem operację woreczka żółciowego. Koronawirusa też złapałem, podobnie jak dwie osoby z rodziny i kuracja naparem z bzu czarnego po paru dniach rozwiązała problem.
. W lutym 2021 r. zaproponowałem PiS-owskiemu Ministerstwu Zdrowia by sprawdzono skuteczność naparu w walce z koronawirusem. Odpisano mi, że M.Z. nie jest od badania skuteczności różnych leków i jak chcę to sprawdzić, to mam sam zlecić badanie odpowiedniemu laboratorium. A możnaby za tanie pieniądze uratować wiele istnień ludzkich.
Dalsza część artykułu za tydzień, bo nie chcę nużyć czytelnika długim czytaniem.
Jerzy Chybiński

