1 Maja

1Maja jako Święto Pracy, a dokładniej Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy, obchodzony jest – z różnym natężeniem – na całym Świecie od 1890 roku. Ustanowienie tego święta jest efektem wieloletniej walki robotników o godne warunki pracy i płacy, bo w okresie wczesnokapitalistycznym (dziewiętnasty wiek) warunki te były tragiczne. Ciężka, dwunastogodzinna harówka za marne pieniądze, nie starczające na odpowiednie wyżywienie i mieszkanie, (pozostałość mentalna pracodawców po feudalno-niewolniczym ustroju) oraz brak jakiejkolwiek opieki medycznej skutkowały przedwczesną śmiertelnością pracowników i osieroceniem dzieci, które same musiały zapracować na swoje utrzymanie. Bardzo znamienny był protest właścicieli kopalń w Anglii na początku XIX wieku, gdy rząd wprowadził zakaz dwunastogodzinnego dnia pracy dla dzieci do 12 roku życia. Pracodawcy twierdzili, że „jest to bezprzykładna ingerencja rządu w wolności gospodarcze pracodawców”. W roku 1856 w Australii masowe strajki robotników żądających ośmiogodzinnego dnia pracy zakończyły się sukcesem, co było inspiracją dla światowej klasy robotniczej do dalszej walki o poprawę swojego losu. W Stanach Zjednoczonych Ameryki, w połowie dziewiętnastego wieku robotnicy w fabrykach zarabiali 1,5 $ dziennie za 12 godzin pracy! Uporczywa walka nielegalnych wówczas związków zawodowych przyniosła pewną poprawę zarobków, co spowodowało szeroką emigrację ludzi z Europy do „lepszego świata”, co wyraźnie pokazuje bardzo niski poziom życia robotników na naszym kontynencie w owym czasie. Dwunastogodzinny czas pracy dalej był normą. W roku 1884 robotnicze związki zawodowe chciały wymusić na pracodawcach spełnienie żądań ośmiogodzinnego dnia pracy i ustanowiły dzień 1 maja 1886 roku jako moment spełnienia tego żądania. W dniach 3 i 4 maja 1884 r. odbyły się w Chicago wielotysięczne strajki i demonstracje popierające to żądanie. Interweniowała policja strzelając do tłumu i brutalnie bijąc robotników. Doszło do masakry o nieustalonej ilości śmiertelnych i ciężko pobitych ofiar i na pamiątkę tamtych wydarzeń Międzynarodówka Socjalistyczna ustanowiła dzień 1 Maja Międzynarodowym Świętem Pracy. W Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej jest on obchodzony corocznie przez związki zawodowe i pracowników najemnych, a w Polsce od 1950 roku. W Związku Radzieckim i państwach t.zw. demokracji ludowej był obchodzony hucznie i wystawnie z udziałem państwowych władz najwyższych. Po zmianach ustrojowych w roku 1989 znaczenie tego święta było systematycznie pomniejszane jako relikt byłego komunizmu, co jest nieprawdą, bo ośmiogodzinny dzień pracy jest normą na całym świecie, a najwyższe zarobki są w tych państwach kapitalistycznych, w których robotnicy je sobie wywalczyli. Ani Lenin, ani Stalin nie mieli na to żadnego wpływu. No chyba że strach przed bolszewicką rewolucją.

Zarobki w Polsce po trzydziestu latach transformacji ustrojowej mamy trzykrotnie niższe niż średnio w Europie Zachodniej, przy coraz bardziej zbliżonych cenach, ceny mieszkań znacznie przekraczające możliwości finansowe większości pracobiorców, koszt wynajmu i opłat „licznikowych” to prawie cała pensja, a emerytura starczy na wynajęcie kawalerki i opłaty, ale na wyżywienie już nie. Mieszkań komunalnych się nie buduje. Przynależność do Unii Europejskiej umożliwiła exodus „za chlebem”  co bardziej przedsiębiorczych ludzi, w tym lekarzy i pielęgniarek, informatyków, budowlańców itp., łącznie ponad 2,5 mln obywateli, a teraz – po klerykalizacji państwa i rządach prawicy – coraz więcej młodych ludzi chce z Polski wyjechać. Teoretycznie w obronie ludzi pracy przed wyzyskiem powinna stanąć partia lewicowa, ale ona nawet nie zaapelowała, by 1 maja Polacy wywiesili flagi w oknach! W Stanach Zjednoczonych za Trumpa zaczęła rosnąć w siłę religijna prawica, a jeden z jej przedstawicieli zupełnie serio proponował, by prawo głosu odebrać ludziom pracy najemnej, bo „oni się nie znają na biznesie i polityce”. Polska prawica chyba popiera takie myślenie, bo likwiduje wszystkie niezależne media a dofinansowuje te, które głoszą prawicowe i katolickie poglądy. W Kościele obowiązuje dogmat papieski, że „wiedza jest największym wrogiem kościoła”, więc przejęte media będą skutecznie ogłupiać Polaków i wcale mnie nie zdziwi, jak zacytowana wyżej opinia amerykańskiego prawicowca stanie się u nas rzeczywistością

Wychodzi na to, że w obronie Polaków przed wyzyskiem i głupotą musi stanąć Unia Europejska – co zresztą pomału robi. I chwała jej za to. Więc nie dopuśćmy do Polexitu, jak chce Kaczyński i Ziobro! 

Jerzy Chybiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.