Polskie sojusze i polityka obronna

Po upadku PRL-u nasze nowe władze uznały, że Rosja to spadkobierca ZSRR i nasz wróg, więc przyjaciół należy poszukać gdzie indziej. Oczywistym i najpewniejszym gwarantem naszej niepodległości stały się Stany Zjednoczone Ameryki oraz nasze członkostwo w NATO, do którego zostaliśmy przyjęci w 1999 roku. Drugim gwarantem naszego bezpieczeństwa była ścisła integracja polityczna i gospodarcza z Unią Europejską. Angażowaliśmy się wojskowo na Bałkanach, na Bliskim Wschodzie, a najsilniej w Afganistanie. Taka polityka obowiązywała do wyborów w 2016 roku, kiedy władzę w Polsce przejął J. Kaczyński ze swoim PiS-em. O ile współpraca militarna z USA i NATO pozostała priorytetem, o tyle z Unią Polska rozpoczęła zaskakujący konflikt, którego powodem jest obowiązujący w Unii trójpodział władzy, wolność słowa i przekonań oraz dążenie integrujących się państw do nowoczesności, wolności i równości , a sfera sacrum ma być prywatną sprawą obywateli, co nie podoba się i Kaczyńskiemu i Kościołowi. Prezes wielokrotnie podkreślał, że tradycja (czyli przeszłość) jest filarem jego polityki, a Kościół najważniejszym politycznym sojusznikiem. Sprawa wolności i równości też mu się nie podoba, bo on czuje się władcą kraju, a Polacy jego poddanymi, którzy mają myśleć tak jak on. Po wyborze Joe Bidena na prezydenta, który jest demokratą i nie raz „pogroził Polsce palcem”, PiS przypomniał nasze sojusze z lat trzydziestych uzasadniając pewną rezerwę co do różnych sojuszy. W mediach przypomniano jak USA porzuciły Kurdów, którzy byli sojusznikami USA w wojnie w Iraku, czy wcześniej Południowych Wietnamczyków. Teraz porzuca Afgańczyków i zostawia ich na pastwę ortodoksyjnych islamskich Talibów.

Po dwudziestu latach nasz największy i najważniejszy sojusznik wycofuje się z Afganistanu w sposób nie najlepiej świadczący o jego wojskowym profesjonalizmie. Jedyne co ich tłumaczy to to, że całą operację zaplanowali i realizowali politycy, a wojsko tylko wykonywało ich decyzje. Podstawowym błędem było wyprowadzenie żołnierzy przed zabraniem sprzętu, który miał być pilnowany przez wojsko afgańskie i niewielu amerykanów nadzorujących tą operację. Rozwój wydarzeń wyraźnie pokazał, że Afgańczycy – także ich żołnierze – są bardzo przywiązani do tradycji, religii i patriotyzmu w walce o niepodległość, więc szybko poddali się Talibom. W efekcie olbrzymia ilość nowoczesnego sprzętu wojskowego i amunicji znalazła się w rękach muzułmańskich bojowników, którzy stali się w regionie bardzo znaczącą siłą. Dlaczego Amerykanie wycofali się z Afganistanu pozostawiając miejscowych współpracowników na pastwę swoich wrogów?

Głównym powodem wojny w Afganistanie była chęć zemsty na Al. Kaidzie za zamachy z jedenastego września 2001 r. której Talibowie udzielili poparcia i schronienia, oraz zamiar pochwycenia lub zabicia jej przywódcy Osamy Bin Ladena. Niejako przy okazji chcieli stworzyć w Azji środkowej państwo zbliżone kulturowo do świata zachodniego i przyjazne USA, co stanowiłoby dość znaczącą przeciwwagę dla państw ortodoksyjnie muzułmańskich w regionie, które są wylęgarnią terrorystów religijnych. Po dwudziestu latach walki i wydaniu kilkudziesięciu miliardów dolarów uznali, że ten cel jest nieosiągalny i albo zostaną tam na stałe wydając stale kolejne miliardy, albo trzeba się wycofać. Tak też zdecydowali i po zakulisowych układach z przywódcami Talibów oddali kraj w ich ręce. Okazuje się że geopolityka jest ważniejsza, niż polityka o znaczeniu lokalnym, a koszty też odgrywają wielką rolę. Tak myślą nie tylko Amerykanie, ale też Rosjanie, Chińczycy czy Unia Europejska.

PiS-owscy politycy obsesyjnie boją się Rosji Putina i w Stanach Zjednoczonych widzą jedynego gwaranta naszej niepodległości, tak jakbyśmy byli pępkiem świata dla Amerykanów. Równocześnie robią wszystko, by nasze stosunki z USA były coraz gorsze. Nie tylko że jesteśmy przez nich postrzegani jako kraj niedemokratyczny i nie spełniający wymogów państwa cywilizowanego, to jeszcze chcemy wyrzucić z kraju stacje telewizyjne TVN i TVN 24, które są własnością firmy amerykańskiej, a Kaczyńskiemu podpadły, bo ujawniają PiS-owskie przekręty poczynając od spółki Srebrna. Czy w razie hipotetycznego zagrożenia Polski ze strony Rosji Ameryka nie uzna, że jesteśmy lokalnym, mało istotnym krajem, skłóconym z sąsiadami i z Unią Europejską więc geopolityka jest ważniejsza? Chyba dwa lata temu podczas ćwiczeń sztabowych w Polsce, na wypadek wojny z Rosją wojska NATO miały być ewakuowane do Niemiec i z stamtąd rozwijać kontruderzenie a wojsko polskie osamotnione miało bronić się przed nawałą. To wcale nie była zła wola sojuszników, tylko racjonalna militarna ocena sytuacji. Przecież na północnej granicy kraju leży rosyjska enklawa kaliningradzka nafaszerowana najnowocześniejszym ofensywnym sprzętem wojskowym z rakietami średniego zasięgu i samolotami bojowymi włącznie. Jestem pewny, że rosyjski wywiad ma doskonałe rozeznanie w rozmieszczeniu naszych wojsk i planach dyslokacji na wypadek wojny (propaganda PiS-owska stara się wszystkim pochwalić), więc niespodziewany atak rakietowy i lotniczy zniszczy wszystko, nim rozpocznie się przegrupowanie wojsk. Takie są realia, więc liczenie tylko  na militarne bezpieczeństwo kraju jest mało racjonalne. Uważam, bezpieczeństwo kraju należy zapewnić poprzez dobrosąsiedzkie stosunki – także z Rosją, powiązania gospodarcze na tyle silne, żeby nikomu nie opłacało się ich rujnować, a przede wszystkim poprzez ścisłą integrację z Unią Europejską. Państwa Unii ściśle zintegrowane politycznie i gospodarczo spowodują, że atak na jedno państwo rujnuje gospodarkę reszty i będzie to atak na całą Unię, a to jest zbyt ryzykowne. Tymczasem PiS-owski rząd robi wszystko, żeby skłócić się nie tylko ze wszystkimi sąsiadami, ale z całą Unią! Wrogiem Unii jest Ziobro, ale i Kaczyński coraz częściej podważa zasady unijne, które Polska akceptowała w traktacie akcesyjnym. Pewien czytelnik tygodnika Angora w liście do Redakcji pokazał, jak łatwo PiS może Polskę z Unii wyprowadzić. Otóż Ustawa z dn. 14.04 2000 Art. 1 o umowach międzynarodowych określa zasady m.in. wypowiadania umów, a precyzuje je Art. 22a opublikowany w Dz.U.2020.o.127. o zasady wystąpienia z Unii Europejskiej. Przewiduje ona, że Sejm zwykłą większością uchwala rozwiązanie tej umowy, Prezes Rady  Ministrów przedkłada ją Prezydentowi do podpisu a Dziennik Ustaw ją publikuje i po sprawie! Żaden Senat, żadne referendum, żadna zgoda narodu – wystarczy wola Prezesa i zatwierdzenie przez przekupną większość sejmową, a w razie czego zawsze paru kukizów (mała litera zamierzona) się dokupi.

Działania PiS-u każą podejrzewać, że zmierza w tym kierunku, a deklarowane przedsięwzięcia mające zapewnić bezpieczeństwo kraju jak zwykle przynoszą skutek odwrotny od zamierzonego. Apeluję do każdego, kto przeczyta ten artykuł: przekażcie temat swoim posłom, senatorom, partiom opozycyjnym i organizacjom społecznym. Nie dopuśćmy, by Kaczyński i spółka to zrobili, zanim nie będzie za późno.

Jerzy Chybiński

 


Źródłem obrazków w artykule jest Wikimedia Commons, o ile nie wskazano inaczej.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.