Paradoks historii Polski

Choć stan wojenny wprowadzony w grudniu 1981 r. w odbiorze społecznym jest odległą historią, to w polityce temat wciąż gorący. Każdego roku w grudniu temat jest wałkowany na różne sposoby i właściwie wszystkie partie oceniają go negatywnie bo sądzą, że zyskają poparcie potencjalnego elektoratu. W opluwaniu ówczesnych przywódców prym wiedzie PiS i jego ludzie, ale to co przedstawiają opinii publicznej jest całkowicie sprzeczne z tamtą rzeczywistością. Tytułowy historyczny paradoks to bezsprzeczny fakt że gdyby nie powstała Solidarność, to nie byłoby wolnej Polski. Gdyby nie stan wojenny, nie byłoby Solidarności i wolnej Polski. Po odzyskaniu przez Polskę pełnej suwerenności nie było odważnych, którzy ujawnialiby fakty niezgodne z obowiązującą wówczas narracją, ale z upływem lat i coraz większym rozczarowaniem postsolidarnościowymi rządami, w prasie niezależnej (jeszcze!) ukazuje się coraz więcej materiałów pokazujących prawdę o tamtych czasach.

Nikt nie podważa faktu, że po II Wojnie Światowej Polska nie miała pełnej wolności i musiała tak się rządzić, jak ZSRR pozwalał. Społeczeństwu polskiemu – ale i innym t.zw. Demoludom – to się nie podobało. Nie podobało się także przywódcom tych państw. Buntowali się Niemcy z NRD w 1952r. brutalnie potraktowani przez wojsko Radzieckie, buntowali się Polacy w 1956 r. 1968 i 1970, buntowali się Węgrzy w 1956 najechani przez wojska ZSRR i Czesi w 1968r. także rozgromieni przez wojska Układu Warszawskiego. Interwencje te skutkowały wieloma ofiarami śmiertelnymi wśród ludności cywilnej (dzisiaj doskonale widzimy, jak Rosjanie „przywracają porządek” w nieposłusznych krajach). Polscy przywódcy potrafili wtedy uniknąć interwencji „przywracając porządek” własnymi siłami bez masowego rozlewu krwi.

Gdy w kraju do władzy doszedł Edward Gierek (dorastał na Zachodzie), poluzował trochę polityczne restrykcje, częściowo otworzył polską gospodarkę na świat i pozwolił Polakom wyjeżdżać na Zachód na t.zw. „saksy”. Umożliwiło to Polakom zobaczyć, jak żyje się w „zgniłym Zachodzie” (radziecka propaganda) i zapragnęli takiego samego poziomu życia. W 1976r. rozpoczęły się strajki w zakładach pracy i demonstracje uliczne dające podwaliny pod samoorganizację robotniczą, zakończoną powstaniem w 1980r. Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Upojeni tym sukcesem niektórzy przywódcy uznali, że wszystko mogą i zaczęli dążyć do obalenia władzy i wyprowadzenia kraju z radzieckiej zależności. Byli to często młodzi ludzie bez znajomości historii i bez należytego rozeznania geopolitycznego. „Bratni” ZSRR z niepokojem przyglądał się rozwojowi wypadków w Polsce i obawiał się zaraźliwego przykładu dla innych, więc w ramach Układu Warszawskiego zaczął montować wojskowe grupy operacyjne, by siłą „przywrócić porządek w bratnim kraju” (jak dziś w Ukrainie). Nad Polską zawisło ogromne zagrożenie, więc władzę przekazano Ministrowi Obrony Narodowej Generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu licząc, że autorytet i siła wojska pozwolą zażegnać wielkie niebezpieczeństwo. W 1981r., gdy u granic polskich ze wszystkich stron stały wojska interwencyjne, a w kraju stały radzieckie garnizony, został opracowany plan wprowadzenia Stanu Wojennego, który miał przekonać ZSRR, że interwencja wojsk Układu Warszawskiego jest niepotrzebna. Wprowadzenie planu w życie stało się koniecznością. Wprawdzie Solidarność została zdelegalizowana a przywódcy internowani (nie aresztowani!), ale zakulisowe rozmowy mające na celu uspokojenie sytuacji, były kontynuowane. Bardzo ciekawą informację przeczytałem w tygodniku „Przegląd”: amerykański historyk Mark Kramer wykupił od byłego szefa archiwów Kremla Dmitrija Wołkogonowa (wiarygodność potwierdziło CIA) dokument podpisany przez Andropowa, Susłowa, Ustinowa i Gromykę o powołanie grupy wojskowej do interwencji w Polsce. Grupa ta została utworzona i istniała do wiosny 1982r. Nieprawdą jest twierdzenie PiSowskiej propagandy, że nie było planów interwencji w Polsce, bo w rękach PiS takich planów nie ma. Kiedy Borys Jelcyn (prezydent Rosji po Gorbaczowie) był z wizytą w Polsce, przywiózł fragmenty stenogramów z posiedzenia Biura Politycznego KPZR z tamtego czasu, w których zapisano (co PiS ukrywa): „Jednocześnie Polacy otwarcie oświadczają, że są przeciwni wprowadzeniu wojsk. Jeśli wojska zostaną wprowadzone, to będzie oznaczało katastrofę”.

Rozwój wypadków w kraju po zniesieniu Stanu Wojennego wyraźnie pokazuje, że nie był on skierowany przeciwko robotniczym związkom zawodowym ani przeciwko wolnościowym dążeniom Polaków. Była to skuteczna obrona przed katastrofalną w skutkach interwencją wojskową Związku Radzieckiego, NRD i Czechosłowacji. Gdy sytuacja geopolityczna pozwoliła (Gorbaczow u władzy), Polska odzyskała wolność, a ludzie Solidarności przejęli władzę. Za przykładem Polski poszły inne kraje t.zw. Demokracji Ludowej i nastąpił rozpad ZSRR, bo Republiki Radzieckie też uzyskały wolność.

Powtórzę więc jeszcze raz: Gdyby nie powstała Solidarność, nie byłoby wolnej Polski. Gdyby nie Stan Wojenny, nie byłoby Solidarności i wolnej Polski. Nie dajmy sobie wmawiać, ze stan wojenny to zbrodnia, a Gen. Jaruzelski to „tchórz i zdrajca” jak kilka lat temu powiedział publicznie Prezydent Andrzej Duda. To Generałowi zawdzięczamy wolność, choć nie potrafimy należycie z niej korzystać.

Jerzy Chybiński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.