Ciąg dalszy Lex Szarlatan
Jakiś czas temu spotkałem w parku znajomego skrzypka z filharmonii z zabandażowanym na grubo palcem lewej ręki. Powiedział mi że od dwóch miesięcy lekarz bezskutecznie leczy mu antybiotykami infekcję ropną i za sześć dni ma mieć obcięty palec. Pokazałem mu na trawniku liście babki zwyczajnej, powiedziałem żeby nazrywał, umył, pogniótł żeby puściły sok i przykładał na chory palec przymocowując przewiewnym gazikiem. Dwa miesiące później ponownie go spotkałem i już z daleka, uśmiechnięty, pokazywał mi zdrowy palec. Powiedział że poszedł na umówione obcięcie palca, ale już ze zdrowym i zagojonym palcem, ale z przymocowanym liściem babki. Zdumiony lekarz zawołał koleżankę z drugiego pokoju mówiąc, że on przez dwa miesiące najdroższymi antybiotykami nie mógł wyleczyć infekcji, a pacjent babką się wyleczył. Dwa i pół roku temu mój dorosły syn miał ostre bóle głowy. Brał leki, ale bez skutku. Ból narastał, oko przestało się ruszać i zaczynał mieć problemy z ruchomością ręki. Lekarze w szpitalu stwierdzili guza i potrzebna jest trepanacja czaszki. Gdy się z nim spotkałem rozpytałem go o szczegóły i stwierdziłem że to źle leczony ropień zatoki czołowej, kupiłem mu dwa opakowania suszonej babki i poradziłem by pił trzy razy dziennie szklankę naparu. Po dwóch dniach przez nos wylała mu się w dużej ilości ropa i po paru dniach wszystko ustąpiło. Pojechał na umówioną trepanację, powiedział jak się wyleczył, lekarze dokładnie laparoskopowo wszystko sprawdzili i byli bardzo zdziwieni skutecznością leczenia.
Kilkanaście lat temu malutki pieprzyk na moim udzie zaczął się rozrastać i gdy miał ponad dwa centymetry średnicy zaczęły pojawiać się czarne nacieki pokrywając całą plamę. Dermatolog zdiagnozował czerniaka i kazał natychmiast iść di onkologa, ale z różnych powodów zawodowych nie miałem kiedy. Dwa miesiące wcześniej przeczytałem w miesięczniku Wiedza i Życie artykuł o amerykańskim lekarzu , który – będąc na wczasach w Egipcie – oglądał fresk, na którym na jakimś blacie leżał człowiek z wyeksponowaną czarną plamą na udzie. Drugi człowiek rozgniatał migdały, a trzeci przykładał na tą plamę. Zorientował się, że było to leczenie czerniaka. Po powrocie do kraju (był także naukowcem) sprawdził na zakażonych myszach skuteczność tej terapii, wyizolował leczniczy związek z tych migdałów, a potem sprawdził, gdzie jeszcze ten związek występuje. Okazało się , że najwięcej jest go w pestkach moreli, na drugim miejscu są migdały a trochę mają pestki śliwek. Ja miałem ogródek, na nim drzewo z dojrzewającymi morelami, więc łupałem pestki, jadłem zawartość (3 x dziennie po 5 sztuk) i po niecałych dwóch miesiącach czerniak zniknął, a na jego miejscu pozostał krwistoczerwony pęcherzyk (czerniak jest bogato ukrwiony), który dermatolog mi wymroził. Po jakimś czasie wyczytałem w wiadomościach Interii, że szef największej firmy farmaceutycznej zagroził pozwem sądowym wszystkim, którzy będą propagować leczenie środkami roślinnymi, bo to sianie ciemnoty, zabobonu i szkodzenie chorym. Kilka miesięcy temu zdiagnozowano u mnie gruczolakoraka jelita grubego (rak złośliwy) i skierowano na operację (ponad dwa miesiące czekania). Dostałem broszurkę opracowaną przez naukowców z Poznańskiej Akademii Medycznej pod kierunkiem Pani Profesor, w której przeczytałem, że substancja zawarta w zielu o nazwie podagrycznik skutecznie niszczy tego raka, więc czekając na operację piłem napar z tegoż podagrycznika. Operację wykonano, materiał dano do badania histopatologicznego i zostałem wezwany do odbioru wyników i dalszych instrukcji. Lekarz powiedział, że wyniki są rewelacyjne, nie potrzebna jest żadna chemioterapia ani żadne leki, tylko mam profilaktycznie badać się co jakiś czas.
W latach osiemdziesiątych miałem bliski kontakt z Prof. E. Kuźniewskim, szefem Ogrodu Roślin Leczniczych Akademii Medycznej we Wrocławiu . Z naszych rozmów o ziołolecznictwie wynikał jeden wniosek: gdyby przyroda nie potrafiła się leczyć, to Świat byłby jałową pustynią. Dzisiaj człowiek nie jest w stanie sobie wyobrazić ile różnych związków chemicznych posiadają wszystkie światowe rośliny, ani tym bardziej poznać ich oddziaływanie na różne patogeny, więc korzystajmy z tego co wiemy.
Na początku artykułu napisałem, by nie wylewać dziecka z kąpielą. Takie niebezpieczeństwo istnieje, gdy przyjmie się stanowisko podobne do stanowiska szefa tej amerykańskiej firmy farmaceutycznej. Lobby firm farmaceutycznych jest bardzo silne i nie można temu ulegać, ale też nie wolno patrzeć pobłażliwie na nieodpowiedzialną działalność ludzi słusznie nazwanych szarlatanami. Ten obszerny artykuł napisałem z myślą o tym, by znaleźć jakiś złoty środek w toczącym się sporze na ten temat pomiędzy rządem a Pałacem Prezydenckim. Z przedstawionych powyżej faktów należy wyciągnąć bardzo ważny wniosek: jak wielkie oszczędności przyniesie NFZ stosowanie bardzo tanich i skutecznych sposobów leczenia, gdy ziołolecznictwo stanie się integralną częścią medycyny. Uważam, że warto i trzeba w to inwestować pomimo protestów bogatego lobby farmaceutycznego.
Jednocześnie nadmieniam, że nie jestem medykiem, nie trudnię się ziołolecznictwem ani żadną działalnością paramedyczną, a to co wyżej napisałem to tylko moje doświadczenie życiowe.
Jerzy Chybiński
