Tradycja to hamulec postępu

BIULETYN BEZ TYTUŁU NEWS

Z ust ludzi sprawujących władzę, a szczególnie z ust „zwykłego posła” często słyszymy że zachowanie tradycyjnych wartości, a szczególnie tych opartych na „chrześcijańskich wartościach”, to gwarancja istnienia kraju, bo tradycją polską jest bohaterska walka w obronie wiary i niepodległości, zagrożonej także dzisiaj, tak ze wschodu, jak i z zachodu. Istotne są również „tradycyjne wartości rodzinne”, zagrożone przez różne „nowinki” naukowe i społeczne w rodzaju poszanowania praw osób LGBT, czy zaleceń WHO (Światowej Organizacji Zdrowia). O innych „tradycjach” jakoś wstydliwie się milczy. Nie wiadomo też z jakiego okresu historycznego te tradycje są najważniejsze. Warto więc tej tradycji przyjrzeć się bliżej.

Po przyjęciu chrztu przez Polan za Mieszka I i podporządkowanie się papiestwu, kler uzyskał w Polsce władzę większą niż miał król; nie tylko władzę polityczną i ekonomiczną, ale także władzę nad zwykłymi ludźmi, ze wszystkimi aspektami ich życia. Katolicka i prawicowa historia milczy na ten temat, ale niezależni historycy i ci, co chcą wiedzieć wiedzą, że po wprowadzeniu celibatu księża mieli wielki problem ze swoim libido, więc skwapliwie korzystali ze swojej władzy, np. przyszła panna młoda (oczywiście tylko z ludu) musiała odbywać nauki przedmałżeńskie praktycznie, w łożu wielebnego. Ta praktyka miała miejsce w całej katolickiej Europie do czasu kategorycznego zakazu wydanego przez papieża. Tę tradycję przejęli od księży jaśnie panowie, wprowadzając niepisane prawo pierwszej nocy zmuszające pannę młodą do spędzenia pierwszej nocy w łożu swojego pana. Czy współczesna pedofilia księży jest echem tamtej tradycji?

Tradycyjna wiedza w okresie Średniowiecza opierała się na wytycznych papieża i hierarchów kościelnych, którzy twierdzili, że ich wiedza pochodzi od Boga i spisana jest w Biblii. Wmyśl tej wiedzy Ziemia liczy sobie 6000 lat, jest płaska a Słońce i gwiazdy krążą wokół Ziemi. Choroby to jest boska kara za grzechy, a leczenie jest sprzeciwianiem się woli Boga i karane spaleniem żywcem na stosie. Kobieta jest wybrakowaną istotą, a jedyny z niej pożytek to rodzenie dzieci i prowadzenie gospodarstwa domowego (św. Tomasz). Współżycie jest brudne i grzeszne, dozwolone jedynie w małżeństwie i tylko w celach prokreacyjnych. Kobieta ma być szczelnie ubrana (tak jak dzisiaj muzułmanki), by uniemożliwić dostęp do niej diabła, który prowokowałby mężczyzn do grzechu. Kobieta w czasie menstruacji ma zakaz wstępu do kościoła, bo jest nieczysta. Te nakazy dla wiernych nie obowiązywały hierarchów – np. papież Jan 12 organizował w pałacu papieskim wieloosobowe orgie seksualne z udziałem zakonnic, a zmarł w trakcie kopulacji w wieku 28 lat. Inny papież miał dwoje dzieci z własną córką. Czy ta tradycja ma dziś obowiązywać?

Schyłek Średniowiecza i początek Renesansu to początki rozwoju nauki. Dociekliwi medycy dokonują sekcji zwłok, by poznać budowę i zasady funkcjonowania ludzkiego organizmu. Kościół uznaje to za profanację świętości ciała („kłania się” Wanda Półtawska i klauzula sumienia) i dociekliwych każe palić na stosie. Mikołaj Kopernik pisze pracę „O obrotach sfer niebieskich” (wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię), lecz przezornie zastrzega, by opublikować ją po jego śmierci. Giordano Bruno potwierdził słuszność tej pracy i został spalony na stosie, bo przecież papież i kościół wie lepiej i nikt nie ma prawa tego podważać. (ciekawostką jest, że Martin Luter – wróg papiestwa – stwierdził że „Kopernik chce zburzyć naturalny porządek astronomiczny”). Te represje znacznie hamują rozwój nauki, lecz go nie zatrzymują, bo Europa Zachodnia coraz śmielej wyzwala się spod dominacji kościoła a ludzie chcą wiedzieć więcej. Papież uznaje wiedzę za największego wroga kościoła. Niestety, Polska staje po stronie kościoła i zaczyna dominować zabobon i prymitywizm. Szkolnictwo zdominowane przez kościół (tak jak dziś) jest na bardzo niskim poziomie. Zachodni naukowcy rozwijają wiedzę i przechodzą w sławie do historii nauki ale Polaków wśród nich nie ma. Szlachta pije bez umiaru, eksploatuje zniewolonych chłopów do upadłego, ale jest bardzo „religijna”. Próby zmiany tego stanu rzeczy kończą się utratą niepodległości, inspirowaną i opłacaną przez papieża a zrealizowaną przez polskich hierarchów kościelnych przy pomocy prawicowych możnowładców. Czy ta tradycja ma być wzorem do naśladowania?

Okres zaborów poprawia sytuację o tyle, że rozwój cywilizacyjny jest nie do zatrzymania i szczególnie ziemie zaboru pruskiego i austriackiego temu rozwojowi podlegają, pomimo tego że Polacy są marginalizowani. Ta marginalizacja szczególnie dotyczy prostego, niepiśmiennego ludu zdominowanego przez kościół, do którego cywilizacja nie dociera. Do dziś śmiejemy się z ówczesnych ludowych poglądów, jak na przykład: obcięcie kołtunów powoduje ślepotę, choroby a nawet śmierć; chore dziecko wsadzić do rozpalonego pieca na dwie zdrowaśki i ogień wypali chorobę (autentyczne zdarzenie); wiara we wróżby, rzucanie i odczynianie uroków – myślę, że każdy czytelnik dopowie sobie całą masę innych zabobonów. Taka tradycja nawet dziś ma się dobrze w tradycyjnie katolickiej wsi na terenach Polski wschodniej (szeptuchy). Prawdą jest, że w owym czasie w kręgach inteligencji została rozbudzona potrzeba zdobywania wiedzy i jej szerzenia, pojawili się uczeni i myśliciele światowego formatu, pisarze i poeci rozbudzali uczucia patriotyczne i chęć walki o odzyskanie niepodległości, choć często był to hurrapatriotyzm nie poparty rozsądkiem i wiedzą wojskową i dlatego do dziś czcimy nieudane powstania i klęski. Dopiero „praca u podstaw” czyli pozytywizm uwolniony od dominacji kościoła doprowadził do odzyskania niepodległości. Stało się to wbrew stanowisku kościoła, który kazał czcić władców państw zaborczych bo „władza pochodzi od Boga i nie wolno jej się sprzeciwiać”.

Przyjrzyjmy się ile i jakie tradycje obowiązują w dzisiejszej Polsce. Przede wszystkim – podobnie jak w Średniowieczu – kościół jest ponad władzami państwa i narzuca swoje prawa, które obowiązują nawet niewierzących: krytyka kościoła to obraza uczuć religijnych – karalna jak zawsze (nie licząc PRL-u); szkolnictwo poddane kontroli kościelnej, a nauka religii praktycznie obowiązkowa – jak przed rozbiorami; wszelkie funkcje we władzach państwowych mogą pełnić tylko gorliwi katolicy – jak przed rozbiorami; tępienie nowych trendów naukowych, filozoficznych i obyczajowych – jak przed rozbiorami. Największe niebezpieczeństwo dla przyszłości Polski to kształcenie młodzieży „zgodnie z tradycją i chrześcijańskimi wartościami” (takimi jak wyżej) i zgoda na to „by rodzice decydowali czego szkoła będzie uczyć ich dzieci”. A czego mogą chcieć rodzice? Zwłaszcza ci co nie mają wiedzy tylko silną wiarę i wspierani są przez katopisowskich kuratorów i takąż panią minister od edukacji? W Olsztynie wyrzucono ze szkolnej biblioteki bajeczkę o ślimaku, bo jest hermafrodytą – jak każdy ślimak – a to jest niezgodne obowiązującym. katolickim poglądem na płeć. W USA i w Polsce też jest coraz więcej osób przekonanych o płaskości Ziemi. Maja dzieci i chcą, by szkoła uczyła zgodnie z ich poglądami. Podobnie kreacjoniści (Ziemia ma 6000 lat), geocentryści (Słońce krąży wokół nieruchomej Ziemi), tacy co twierdzą że dwie komórki ludzkie to człowiek, ale utylizowane miliony komórek ludzkich – np. w próbce krwi do badania – to nie człowiek, tacy co uważają leczenie za sprzeciwianie się woli bożej, wiedza o seksualności człowieka to demoralizacja, słowo gender (czyli płeć) to największy wróg moralności katolickiej, in vitro i antykoncepcja to samo zło, szczepienia prowadzą do autyzmu dzieci … itd., itp. Te wszystkie poglądy to przecież tradycja wynikająca z tysiącletniej historii Polski. I co na to powie pani minister edukacji, a raczej jej przełożony, prosty poseł?

Przyszłość Polski będzie taka, jakie młodzieży kształcenie. Niech każdy dobrze się zastanowi, jakiej przyszłości chce dla kraju. Zbliżają się ważne wybory i od nas – rodziców – zależy, jaka ta przyszłość będzie.

Jerzy Chybiński

 


Chcesz poznać prawdziwą lewicę? To czytaj Biuletyn Bez Tytułu (eBT) na przykład w artykule "Tradycja to hamulec postępu".

Biuletyn Bez Tytułu (eBT) to oddolna inicjatywa grupy wolontariuszy o lewicowym spojrzeniu na świat, a artykuł "Tradycja to hamulec postępu" został napisany przez jednego z nich. Artykuł "Tradycja to hamulec postępu" nie ma zadania nikogo obrażać. Publikując w Biuletynie Bez Tytułu (eBT) – jako lewicowcy – kierujemy się w przede wszystkim szacunkiem do drugiego człowieka. Dlatego też, pozostawiając komentarz pod artykułem "Tradycja to hamulec postępu" nie obrażaj innych, powstrzymaj się od przekleństw, używaj kulturalnego języka.

Link do artykułu: http://e-beztytulu.pl/2019/03/28/tradycja-to-hamulec-postepu/

Redakcja Biuletynu Bez Tytułu (eBT)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.