Donaldowi Tuskowi pod rozwagę

Powrót Donalda Tuska do polskiej polityki rozbudził nadzieje rozsądniejszej większości Polaków na pokonanie autorytarnego i anty unijnego Kaczyńskiego w wyborach w 2023 roku. Czy te oczekiwania są realne? Wszak PiS wygrał z PO właśnie dlatego, że w ciągu ośmiu lat rządzenia nie spełniała ona oczekiwań większości (tej biedniejszej) społeczeństwa. Czy kilkuletni pobyt  na salonach i w socjalno-liberalnych władzach unijnych zmienił jego poglądy i mentalność na tyle, że stanie się rzecznikiem nie tylko biznesu i elit politycznych, ale także obrońcą tych, którzy na najniższym poziomie wytwarzania tworzą dochód narodowy, który od ponad trzydziestu lat w Polsce jest dzielony tak, że ci, co tworzą ten dochód, nie są w stanie zapewnić sobie i swojej rodzinie godziwych warunków życia, a ci co zarządzają tym wytwarzaniem – także politycy – mają do dyspozycji dziesiątki i setki milionów złotych. PiS z Kaczyńskim obiecał społeczeństwu, że  zniweluje te rażące dysproporcje w dochodach, a społeczeństwo mu uwierzyło. I obiektywne patrząc, poziom życia biednych w widocznym zakresie uległ poprawie. Niestety mało kto przeczuwał, że jest to tylko sposób na kupienie sobie (za społeczne, czyli nasze pieniądze) społecznego poparcia dla wprowadzenia autorytarnych rządów i stworzenia takich warunków politycznych, by jego i PiSu rządy trwały jak najdłużej (zlikwidowanie niezależności sądów i mediów, obsadzanie kluczowych stanowisk posłusznymi klakierami i członkami ich rodzin – oczywiście za niebotyczne nasze pieniądze, oraz za miliardy naszych złotych kupienie poparcia kościoła katolickiego – małe litery zamierzone). Opozycja wobec tych działań okazała się zupełnie bezradna, protesty społeczne są tłumione policyjną siłą, ziobrowskia prokuratura preparuje oskarżenia wobec przeciwników władzy a nie reaguje na przestępstwa swoich i tylko Unia Europejska grozi wstrzymaniem pieniędzy na rozruszanie gospodarki po pandemii, ale Kaczyński tak lawiruje, żeby tego uniknąć. Taki sposób sprawowania władzy w każdym demokratycznym i praworządnym państwie uchodzi za przestępczy i nic dziwnego, że znaleźliśmy się na marginesie decyzyjnym Unii a przywódcy normalnych państw omijają Warszawę z daleka. Nawet USA zrezygnowały z budowy „Fort Trump” a Prezydent Biden nie ma ochoty spotykać się z naszymi politykami. Takie są skutki rządów Kaczyńskiego z jego PiSem. Czy Donald Tusk będzie w stanie zburzyć to zło i zbudować normalne państwo? Żeby tak się stało, społeczeństwo nie może stać z boku i czekać na cud! Każdy obywatel musi – na miarę swoich sił, środków i możliwości – włączyć się w tworzenie programu politycznego, ekonomicznego i społecznego akceptowanego przez większość, oraz w najbliższych wyborach gremialnie iść do urn, by PiS odsunąć od władzy. A jakie problemy – według mnie – są najpilniejsze do rozwiązania?

Najważniejszą sprawą jest przywrócenie trójpodziału władzy. Władze: ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza muszą nawzajem się kontrolować i być w tym niezależne, a „czwarta władza” czyli niezależne wolne media mają w imieniu obywateli kontrolować tamte trzy. Bez tego nie ma wolności i demokracji. Oczywiście konieczne jest istnienie jakiegoś rządowego medium, które będzie przedstawiało jego stanowisko w różnych sprawach; np. jeden rządowy kanał w niezależnej, publicznej telewizji i jakaś gazeta rządowa, bo rząd nie może być izolowany od społeczeństwa. Niezbędne także jest zachowanie wzrostu, a nawet dalsza poprawa poziomu życia tej biedniejszej połowy społeczeństwa. Dla mnie nie do akceptacji jest, że gracze giełdowi, mający osobiste kontakty z ludźmi władzy i dzięki temu wiedzący kiedy i jakie akcje kupić, lub sprzedać, dorabiają się wielkich fortun tylko na przechwytywaniu pieniędzy wypracowanych przez tych biednych.

 

Obecny rząd ubolewa nad ujemnym przyrostem naturalnym i aby temu przeciwdziałać usiłuje pieniędzmi skusić Polki i Polaków do większej dzietności. Także zakaz aborcji ma służyć temu celowi. Oczywiście skutki są odwrotne od zamierzonych i Polska się wyludnia, tym bardziej, że –według opublikowanych badań – 60% Polek i Polaków w wieku do 30 lat, czyli w najlepszym wieku rozrodczym, chce z Polski wyjechać na stałe pokazując, że w tak rządzonym kraju nie da się żyć. Powody są oczywiste: brak stabilnego zatrudnienia, brak mieszkań za tani, dostosowany do zarobków wynajem i konieczność zakupu mieszkania na kredyt, a niskie zarobki i niepewność jutra uniemożliwiają dokonanie takiego zakupu. Przypomnę to, co już wcześniej pisałem: płacąc przez czterdzieści lat pracy zawodowej czynsz za mieszkanie wyda się tyle pieniędzy, ile kosztują trzy mieszkania, a spodziewana emerytura nie pozwoli na wynajęcie nawet kawalerki, więc kto tylko może (a może mniejszość), kupuje mieszkanie na kredyt, co uniemożliwia ewentualną mobilność zawodową. Niedawno przeczytałem, że tylko w tym roku kupiono na wolnym rynku 1200 mieszkań za gotówkę przez tych, co mają masę pieniędzy, bo nie opłaca się trzymać ich w bankach. Mieszkania te w większości stoją puste, bo niewielu potrzebujących stać na czynsz, a ta sztuczna koniunktura mieszkaniowa tylko podnosi ich cenę. Taka sytuacja mieszkaniowa zniechęca do posiadania dzieci, a nawet wręcz do zakładania rodziny. Polki, które wyjechały na Zachód na stałe, posiadają po 4-5 dzieci, a w kraju turystyka aborcyjna wzrosła kilkakrotnie po wprowadzeniu zakazu aborcji. Przypomnę, że w Polsce najwięcej dzieci rodziło się, gdy aborcja była dozwolona na życzenie (kościół nie protestował!), a państwo pomagało młodym w szybkim i tanim uzyskaniu mieszkania, więc ciąża nie była dramatem, jak obecnie. Kolejnym problemem wymagającym pilnego rozwiązania jest przywrócenie publicznej służby zdrowia. Rząd twierdzi, że idzie w tym kierunku i chce przeznaczyć 7% PKB na ten cel, ale wydatki Polaków na leczenie – także te prywatne – już wynoszą około 10% PKB! Szerzej pisałem o tym w jednym z wcześniejszych artykułów, więc przypomnę tylko, że naszej służbie zdrowia najbardziej opłaca się doprowadzić pacjenta do ciężkiego stanu, a potem uporczywie go leczyć za ciężkie pieniądze, a jeśli nie uda się przywrócić mu zdrowia, to rentę płaci ZUS, czyli przyszli i obecni emeryci, a nie służba zdrowia.

Ostatnim z najpilniejszych tematów jest usytuowanie w polskiej rzeczywistości kościoła katolickiego i jego 10-cio miliardowe finansowanie z pieniędzy wszystkich Polaków, także tych innych wyznań, jak i niewierzących. Kiedyś napisałem, że wprowadzenie religii do szkół jest początkiem końca tego kościoła w kraju. Dzisiaj to się wyraźnie potwierdza, a kościół chcąc się ratować, wymusza na rządzie wprowadzenie jeszcze większej opresyjności swojego działania. Efekt – jak zwykle – jest odwrotny od zamierzonego i młodzież co raz szybciej od kościoła ucieka (w „papieskim” Krakowie połowa licealistów za zgodą rodziców, wypisała się z religii), więc kościół wymusza na rządzie wprowadzenie religii jako przedmiotu obowiązkowego. Nawet zamienna etyka będzie prowadzona przez katechetów.

Widać więc wyraźnie, że kraj pod rządami katoprawicy oraz neoliberalnego biznesu staje się dla większości społeczeństwa państwem opresyjnym, w którym trudno żyć. Przypomina to mi PRLowski dowcip: pewien ortodoksyjny komunista w towarzystwie oburza się na Polaków, że nie są patriotami i chcą uciekać na Zachód. Ktoś go pyta: A gdyby każdy by mógł wyjechać, to byś też wyjechał? – Oczywiście! A co ja bym sam w tym kraju robił? Historia zawsze powtarza się jako farsa. Panie Tusk, w swoich planach proszę wziąć powyższe pod uwagę..

Jerzy Chybiński


Źródłem obrazków w artykule jest Wikimedia Commons, o ile nie wskazano inaczej.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.