Podwyżki dla rządzących

BIULETYN BEZ TYTUŁU NEWS

 

Kilka dni temu przedstawiono Sejmowi do uchwalenia projekt podwyżek uposażeń prezydenta, rządu, posłów i in. Proponowano, by te uposażenia były ściśle powiązane ze stanem gospodarki, to znaczy by rosły lub malały w zależności od kondycji tejże gospodarki, czyli – de facto – od jakości rządzenia. Następnego dnia PiS swój projekt wycofało pod pretekstem złego odbioru społecznego. Podejrzewam, że powodem wycofania była trudność z ustaleniem kryterium, które decydowałoby o zmianach płac.

Sam pomysł uważam za słuszny i już dość dawno niejednokrotnie o tym rozmawiałem w gronie bliskich mi osób. Trudno bowiem godzić się z tym, by decydenci nie ponosili odpowiedzialności za swoje złe decyzje. Zawsze najwięcej kontrowersji budziło ustalenie podstawy zmian płac dla rządzących, która byłaby obiektywna i sprawiedliwa. Rozpatruje się kilka możliwości:

– wskaźnik PKB,

– średnia płaca w kraju,

– najniższa płaca w kraju

Moim zdaniem żadna z tych propozycji nie spełnia kryterium obiektywizmu i łatwo może być wypaczana dla doraźnych korzyści ludzi władzy. Dlaczego tak twierdzę?

Po transformacji ustrojowej nastąpił dramatyczny spadek PKB, by po pewnym czasie pomału i z różnym natężeniem piąć się w górę. Beneficjentami tego wzrostu była wąska elita polityczna i gospodarcza, zgodnie z obowiązującą balcerowiczowską zasadą, że trzeba oszczędzać na płacach (oczywiście tylko pracowników), żeby było na rozwój. Efektem było konkurowanie w eksporcie niską płacą z Bangladeszem i innymi państwami trzeciego świata, PKB Polski pomalutku rósł, stan kont właścicieli firm eksportujących rósł dość szybko (zwłaszcza w rajach podatkowych), płace zdecydowanej większości społeczeństwa stały w miejscu lub nawet malały w ramach restrukturyzacji zatrudnienia (przechodzenie na umowy „śmieciowe”), więc trudno to oceniać pozytywnie. Ostatnio zarobki trochę ruszyły w górę, ale i tak procent płac w stosunku do PKB jest coraz niższy. Taki wzrost produktu krajowego nietrudno jest utrzymać kosztem jeszcze większej pauperyzacji społeczeństwa. Wystarczy, że do władzy dojdzie jakiś wzorowy uczeń Balcerowicza. Czy w takiej sytuacji należą się podwyżki dla rządzących? Ten wskaźnik odrzucam zdecydowanie.

Średnia płaca obliczana przez GUS też budzi wiele wątpliwości, bowiem zgodnie z obowiązującymi przepisami obowiązek składania w urzędzie statystycznym danych dotyczących płac dotyczy firm, urzędów i instytucji państwowych oraz średnich i dużych przedsiębiorstw prywatnych. Małe przedsiębiorstwa, rzemiosło, osoby samozatrudnione takich danych nie składają, choć jest to największa grupa pracowników i najczęściej najmniej zarabiających. Pomijam zerowe dochody bezrobotnych, bo mówimy o płacach. Tak więc od dawna średnia płaca jest bardzo zawyżona a sztucznie ją jeszcze bardziej podwyższyć jest bardzo łatwo, oczywiście kosztem społeczeństwa. Wystarczy krewnym, znajomym i członkom rządzącej partii obsadzonym na intratnych stanowiskach wypłacać wysokie premie za wzrost zysków (osiąganych np. przez wzrost cen gazu, prądu, wody, czynszów itp.) oraz właścicielom oraz zarządom prywatnych firm za cięcie zatrudnienia przy tej samej płacy, i średnia liczona jak wyżej poszybuje do góry. Czy za to należą się podwyżki dla rządzących? Ten wskaźnik też odrzucam zdecydowanie.

Wskaźnik najniższej płacy byłby lepszy od poprzednich, gdyby był rygorystycznie przestrzegany bez względu na formę zatrudnienia. Co z tego że rząd ją podnosi, jeśli dotyczy ona pracowników etatowych, których jest coraz mniej, a coraz więcej innych form zatrudnienia, dla których płaca 800 – 1000 zł/m-c lub 5zł/godz. jest nazbyt częsta, za zgodą rządzących pod wpływem lobbystów pracodawców. Chyba że ta tendencja będzie skutkowała obniżaniem płac decydentów, na co nie liczę i dlatego to kryterium także odrzucam.

Powyższe trzy kryteria mają jeszcze jedną wspólną wadę: nie uwzględniają wpływu rozwoju gospodarki na poziom życia prawie jednej trzeciej dorosłych Polaków, jakby tymi ludźmi nie warto zaprzątać sobie głowy. Mam na myśli tych, którzy w latach siedemdziesiątych pracowali na dynamiczny rozwój przemysłu, w latach osiemdziesiątych walczyli o wolność i demokrację a po zmianie ustroju niemal w niewolniczy sposób, za grosze, budowali podwaliny dzisiejszej Polski. Dzisiaj są emerytami, dla których ciągle brakuje pieniędzy na zasłużoną godziwą starość. Zabiera się im nawet to, co sobie wypracowali w PRL-u. Parę lat temu w jednym z artykułów wykazałem, że średnia płaca z lat siedemdziesiątych ma siłę nabywczą porównywalną z tą z roku 2012. Decyzją rządzących ZUS-em, przy naliczaniu należnej emerytury dzieli się tamtą płacę na pół, co bardzo obniża dzisiejsze świadczenia. Wysokość świadczeń emerytalnych najlepiej pokazuje, w jakim stanie jest gospodarka kraju i dlatego jest najlepszym kryterium oceny skutków rządzenia. Oczywiście przy tak olbrzymim rozrzucie wysokości emerytur ustalenie jakiegoś sensownego przelicznika jest zupełnie niemożliwe i dlatego ponawiam moją propozycję przesłaną do kancelarii premiera w lutym 2011r. o wprowadzenie emerytury obywatelskiej w jednej wysokości dla wszystkich (jeżeli czytelnicy wyrażą chęć zapoznania się z treścią tej propozycji, to ją zamieszczę w Biuletynie). Obowiązujący dzisiaj system emerytalny jest bardzo niespójny, niesprawiedliwy, nieprzejrzysty, generujący olbrzymie koszty własne i jednych seniorów skazuje na głodową wegetację, innym zapewnia luksusy. Obecni emeryci praktycznie nie mieli wpływu na swoje płace, często niewspółmiernie niskie do wkładu pracy i dziś „karani” są drugi raz niskimi świadczeniami.

Taka jednakowa wysokość emerytur będzie bardzo prostym wskaźnikiem dla ustalania płac dla osób szczebla rządowego i parlamentarzystów. Emerytury rosłyby wraz z rozwojem gospodarczym, lub malały wraz z recesją a razem z nimi płace decydentów. Gdyby – tak jak sugerowałem w liście do premiera – wszyscy płacili jednakowy procent płacy jako podatek emerytalny zamiast składki emerytalnej i to od wszystkich form zatrudnienia, pieniędzy starczyłoby na godziwe emerytury. Ustaleniem wielokrotności takiej kwoty dla poszczególnych stanowisk powinien zająć się Sejm zasięgając opinii rządu i organizacji pozarządowych.

Oczywiście zawsze istnieje ryzyko, że jakiś rząd będzie chciał manipulować przy takich emeryturach dla zwiększenia swoich płac, ale ustrój demokratyczny zawsze ma zamontowany system kontrolny w postaci konstytucji i trójpodziału władzy, by żadne nadużycia nie mogły mieć miejsca.

Zachowanie tych zabezpieczeń i wprowadzenie proponowanego systemu wpłynie mobilizująco na rządzących, co będzie z korzyścią dla wszystkich.

Jerzy Chybiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *