SIĘ POROBIŁO!

BIULETYN BEZ TYTUŁU NEWS

1. Narodowcy

We wrześniu angielski młodzian zabił Polaka tylko dlatego, że był Polakiem. Nieco później w Polsce polski młodzian spoliczkował w tramwaju polskiego profesora tylko dlatego, że ten mówił po niemiecku do swojego niemieckiego rozmówcy. W Ełku dwaj polscy młodzianie chcieli pokazać muzułmanom prowadzącym lokalik z kebabem że tu jest Polska i wzięli jak swoje parę butelek jakiegoś napoju. Właściciele wybiegli odebrać swoją własność, więc „prawdziwi Polacy” wrzucili do lokalu petardę. Wywiązała się bójka, w wyniku której jeden z polskich napastników zginął. Protesty przeciw „obcym” przerodziły się w zamieszki i chuligańskie rozróby. To były tylko te najbardziej spektakularne przypadki w ciągu kilku ostatnich miesięcy, które trudno byłoby ukryć. O wielu innych drobniejszych incydentach tego typu, „odzyskana” telewizja milczy. Zastanawiałem się, skąd w Polakach taka irracjonalna niechęć i wrogość do każdego, kto nie jest „nasz”. Wróciłem pamięcią do swoich lat „szczenięcych” (lata pięćdziesiąte ub.w.). W ów czas bardzo wiele kamienic miało własne, podwórka oddzielone płotem od sąsiednich. To były „nasze” podwórka i „obce” dzieci nie miały prawa wstępu, chyba że czymś się wkupiły czy w inny sposób zaskarbiły sobie naszą sympatię. Oczywiście naszą ambicją było spacyfikować „obcych” i narzucić im własną hierarchię. W miarę dorastania powstawały większe grupy z „naszej” ulicy, a „obcymi” były grupy z sąsiedniej ulicy. Obie starały się pokazać kto tu rządzi. Grupy rywalizujących nastolatków obejmowały całe dzielnice. We wszystkich tych grupach wiekowych największym szacunkiem cieszyli się ci, którzy zadawali przeciwnikom największe lanie. Powód zawsze był ten sam: nie nasi, więc wrogowie. Nie bez znaczenia była chęć wykazania się swoim bohaterstwem i męstwem w walce. Wszak pamięć o bohaterach z czasów niedawnej wojny była bardzo żywa, a bawiliśmy się głównie w wojnę.

Osiągając dorosłość na ogół wyrastaliśmy z tych szczenięcych rozrób, jednak nie wszyscy. W bliższych nam czasach potworzyły się grupy kiboli miejscowych drużyn piłkarskich, a pozasportowa rywalizacja pozwala pokazać „obcym” kibolom, kto silniejszy. Znowu można wykazać się bohaterstwem w walce a nawet zaskarbić sobie przychylność władz państwowych, dla których bohaterstwo i śmierć na „polu chwały” to najwyższe wartości. A że to bohaterstwo bardzo często w historii nie miało sensu i przynosiło tylko wielkie straty, to tym lepiej dla rządzącej prawicy, bo pozwala przerobić historię i czcić „swoich” bohaterów. Prowadzona przez władze, a także przez kościół, polityka historyczna gloryfikująca bohaterstwo w zabijaniu, doprowadziła do rozrastania się i organizowania w ruchy społeczne i partie polityczne coraz większej ilości młodych ludzi z opisaną wyżej mentalnością podwórkową, tak charakterystyczną dla nacjonalizmu.

Skoro ten nacjonalizm jest uważany za wartość pozytywną, to trzeba uznać że jest on wartością nie tylko dla Polaków. A pamiętajmy, że wrogość do obcych była podstawą działania nacjonalistów niemieckich w latach trzydziestych, nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej i jest podstawową ideologią tak zwanego państwa islamskiego zabijającego wszystkich obcych i obcej wiary. Przypominam, że niedawno członkini partii rządzącej w Polsce zagroziła deportacją ateistów, innowierców i niepopierających PiS (gorszy sort). Nikt tego nie zdementował, więc pewnie groźba jest obowiązująca.

Jeśli nacjonalizm zwycięży w krajach Europy, to każdy wyjazd za granicę będzie groził śmiercią każdemu obcemu.

Proszę mnie nie posądzać, że jestem zwolennikiem żywiołowej wędrówki ludów, bo masowo napływający ludzie zawsze będą zmuszeni jakoś mościć sobie miejsce do życia takiego jakie znają i bez przemocy się nie obejdzie, bo tubylcy też przemocą będą bronić stanu posiadania. Nie to jest nacjonalizmem. Nacjonalizmem jest uznanie, że my jesteśmy lepsi od tych z innego podwórka, ulicy, dzielnicy, kiboli innej drużyny czy wreszcie tych z innego kraju, innej wiary czy innego koloru skóry. Zawsze w historii wrogość do obcych i wynoszenie swoich ponad innych kończyła się wojną. Dzisiejsza wojna może być ostatnią, bo skończy się historia.

Zamach stanu?

Jesienią odbyła się w Polsce uroczystość intronizacji Jezusa Chrystusa na króla Polski. Zorganizowana została przy równoważnym współdziałaniu kościoła i władz państwowych. Udział Prezydenta Andrzeja Dudy w tej uroczystości nadał jej charakter prawno-państwowy i od tego czasu Polska Formalnie jest królestwem.

Zerknąłem do Konstytucji RP, której Art. 4 stwierdza:

1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.

2. Naród sprawuje władzę poprzez swoich przedstawicieli.

Czyli nasz kraj jest republiką. Zmiana ustroju politycznego może odbyć się wyłącznie za zgodą Narodu w drodze zmiany Konstytucji. Naród zgody nie dał, Sejm nie przegłosował żadnej zmiany Konstytucji więc jak interpretować to wydarzenie?

Możliwości są cztery:

1. Jest to obalenie przez prezydenta w porozumieniu z państwem watykańskim obowiązującego ustroju RP czyli ZAMACH STANU! Dziwne tylko, że automatycznie nie złożył urzędu prezydenta, bo Królestwo takiego urzędu nie przewiduje, o czym – jako prawnik – powinien wiedzieć.

2. Uczestniczył w akcie nie mającym żadnego znaczenia prawnego, czyli ośmieszył powagę sprawowanego urzędu. Wszak nie uczestniczył w nim jako osoba prywatna lecz jako Prezydent w obecności mediów, które o tym fakcie powiadomiły wszystkich.

3. Uznał siebie poddanym nowego króla, klęcząc w pokorze przed jego sługami i całując ich po rękach, co wszystkie media pokazały, a sam twierdził, że robi to w imieniu Polski i polskiego narodu.

4. Cała ta uroczystość miała charakter religijny i symboliczny. Konstytucja jednoznacznie stwierdza, że Polska jest krajem świeckim z rozdziałem państwa i kościoła. Pan Andrzej Duda jako katolik mógł uczestniczyć w obrzędach religijnych jako osoba prywatna ale Prezydent RP

Andrzej Duda nie powinien, zwłaszcza że urząd Prezydenta jest usytuowany ponad panami purpuratami i to oni powinni kłaniać się mu z szacunkiem.

Cała ta sytuacja dowodzi, że obecny prezydent mentalnie nie jest w stanie sprostać sprawowanemu urzędowi.

Jestem pewien, że w następnych wyborach suweren go z tego rozliczy.

CDN.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *