Ludowa historia Stanów Zjednoczonych

Można powiedzieć książka z gatunku ciężkich. Mnogość nazw, nazwisk, dat czy miejsc. Gdy weźmiemy pod uwagę, że wszystko dotyczy Stanów Zjednoczonych – potęguje to trudność odbioru treści zawartych w książce. Ale książka tak, jak jest „ciężka”, tak samo jest fascynująca.

Książka o której mówię to praca Howarda Zinna pt. „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych od roku 1492 do dziś”.

Fascynujący, a zarazem wzburzający, jest rozdział o rdzennej ludności Ameryki Północnej. W sposób w jaki zostali potraktowani, zamęczeni, zabici jest wstrząsający! Najbardziej utkwił mi fragment, gdy przedstawiciel armii Stanów Zjednoczonych (chyba pułkownik z  jakiegoś lokalnego fortu?) wysłał niby to w celach humanitarnych prześcieradła do pobliskiego obozu Indian. Szkopuł w tym, że prześcieradła służyły chorym na ospę. Gdy choroba zrobiła co trzeba z bezbronnymi biologicznie Indianami (ich układy odpornościowe w ogóle nie znały tego wirusa – Indianie padali jak muchy) dzielny pułkownik uznał, że Indianie zostali pokonani.

Warto ten rozdział przeczytać. Z czego historycznie wywodzi się tzw. cywilizacja zachodnia. Jak traktowała niby „gorszych” od siebie. Horror to mało powiedziane – setki tysięcy, jeżeli nie miliony ludzi umarło. Armagedon.

Wstrząsający jest też fragment o tłumieniu powstania na Filipinach. Po jednym ludobójstwie (Indian), niewolnictwie, kolejne ludobójstwo można dodać do osiągnięć cywilizacji amerykańskiej.

Książka pokazuje – jak sama jej nazwa wskazuje – historię z poziomu ludzi niezamożnych. Trudy życia, wyborów. Ale też walki, walki o lepszą przyszłość dla siebie, ale też dla ich rodzin. Po lekturze tej książki cieszę się, że żyję w Polsce w XXI wieku.

Ale najważniejszym przesłaniem książki – poza ukazaniem biedy zwykłego człowieka – jest ciągłe wspieranie bogatych, elit i korporacji przez każde możliwe rządy Stanów Zjednoczonych. Nie ważne czy Demokratów, czy Republikanów – choć historycznie te partie jeszcze nie istniały. Rządy Stanów Zjednoczonych zawsze – i dopiero – pod presją ulicy modyfikowały prawo, próbując udobruchać tłumy. To czego każde rządy Stanów Zjednoczonych – począwszy od końca XVIII wieku – bały się najbardziej to… socjalizmu! Każde modyfikacja prawa, dająca wolność i oszczędności klasom biedniejszym miała na celu osłabienia wpływów socjalizmu. Dopiero po lekturze tej książki dowiedziałem się jak silny był ruch robotniczy w Stanach Zjednoczonych. Zawsze myślałem, że kolebką ruchu robotniczego jest Europa Zachodnia. Jaki jak byłem nieuświadomiony!

Zastanawiacie się może, skąd dzisiejsze problemy demokracji i świata liberalnego? Może poniższe fragmenty pomogą odpowiedzieć Wam na to pytanie.

Podsumowanie ery Reagana:

„Pod koniec ery Reagana przepaść między bogatymi a biednymi w Stanach Zjednoczonych wzrosła dramatycznie. W 1980 zarobki prezesów korporacji były czterdziestokrotnie wyższe (40 – dop. aut.) od pensji przeciętnego robotnika fabrycznego, natomiast w 1989 roku – dziewiędziesięcioośmiokrotnie (98 – dop. aut.). W latach 1977-1989 dochód najbogatszego 1 procenta populacji przed opodatkowaniem wzrósł o 77 procent; w tym samym czasie najuboższe dwie trzecie Amerykanów nie odnotowały żadnego wzrostu dochodów, a nawet niewielki spadek. [Howard Zinn, „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych od roku 1492 do dziś”, Wyd. Krytyki Politycznej, W-wa 2016, str. 746]

Podsumowanie lat 90 XX w.:

Tymczasem czterdzieści milionów ludzi żyło bez ubezpieczenia zdrowotnego (ich liczba wzrosła w latach 90 o 33 procent), a umieralność niemowląt z powodu chorób i niedożywania była wyższa niż w jakimkolwiek innym kraju uprzemysłowionym. [tamże, str. 846]

Veto

 


Źródłem obrazków w artykule jest Wikimedia Commons, o ile nie wskazano inaczej.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.